Wczorajsza sesja nie zmieniła zbyt wiele. Notowania rozpoczęły się nisko, ale szybko ceny osiągnęły poziom zakończenia czwartkowej sesji. Po dojściu do 2830 pkt kursy zaczęły spadać, co nie było wielkim zaskoczeniem jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że wzrostowi cen towarzyszył spadek liczby otwartych pozycji. Jak zwykle taka konfiguracja nie wróżyła niczego dobrego.
W bardzo krótkim czasie ceny zleciały prawie o 70 pkt i weszły w konsolidację. Ta trwała właściwie przez całą sesję. Nawet opublikowane o 14:30 dane dotyczące amerykańskiego rynku pracy nie zmieniły tego stanu. Mieliśmy kilka prób wybicia w dół, ale nie przyniosły one spodziewanego przez sprzedających rezultatu. Można to odebrać jako pierwsze oznaki gry pod powrót do trendu. Tym bardziej że wszystko działo się przy poziomie pierwszego poważniejszego (choć jeszcze nie kluczowego dla średniego trendu) wsparcia, za jaki można uznać poziom dołka z połowy stycznia br.
Cały tydzień kończymy spadkiem, który odbył się właściwie jednego dnia - we wtorek. Na razie poziom wsparcia się broni, więc nie ma podstaw do zmiany nastawienia. Cały czas znajdujemy się w trendzie wzrostowym. Tym bardziej, że próby poważniejszego zejścia pod poziom dołka z 18 stycznia nie przyniosły efektu. Jeśli ktoś zakładał pojawienie się formacji podwójnego szczytu (nieco "zwichniętej"), to chyba się zawiódł. To nie jest zachowanie rynku, który przełamuje z impetem poważne wsparcie. Mało tu dynamiki, a tym bardziej mało aktywności. Wsparcie możemy jedynie uznać za naruszone. Sygnał techniczny jest mało wiarygodny. No i nie zapominajmy, że dla trendu znacznie ważniejszy jest poziom dołka z początku roku. Takim ruchem zanegowany był cały styczniowy wzrost, co już mogłoby wpłynąć na ocenę sytuacji.