Reklama

Budżet

Zarządzanie karierą to przede wszystkim rozszyfrowanie zakodowanego klucza do drzwi sezamu awansów

Publikacja: 06.02.2006 09:10

Poszukuję kandydata na stanowisko dyrektora marketingu i sprzedaży. Mam przed sobą przedstawiciela młodego pokolenia marketingowców. Człowiek ma niespełna trzydzieści lat, ale ma już imponujący track record. Zaczął pracę dwa lata przed dyplomem magisterskim. Niedługo skończy doktorat. Często miałem okazję czytać z nim wywiady w prasie fachowej, a z jego dojrzałą postawą mógłbym mu dać czterdzieści lat. Spotkanie przebiega pomyślnie, a na koniec pytam:

- Ile chce pan zarabiać?

- Dużo.

- To znaczy?

- Mam operować konkretnymi kwotami?

Reklama
Reklama

- Bardzo proszę.

- Akurat skończyłem omawianie budżetu rodzinnego z moją żoną. Mogę podać konkretną kwotę, ile chcę zarobić w tym roku. 120 tysięcy euro.

- Dlaczego taka, a nie inna kwota?

- Bo tak z żoną określiliśmy nasze potrzeby.

- Przepraszam, ale takie podejście przypomina mi naiwność świeżo upieczonych absolwentów piętnaście lat temu. Wtedy w Polsce prowadziłem pierwsze spotkania kwalifikacyjne i od podstaw uczyłem ich, jak zarządzać swoją karierą.

- Nie widzę w tym nic naiwnego.

Reklama
Reklama

W tym momencie zaczynam wykład o zasadach ustawienia poziomu wynagrodzenia, czyli równowagi między, z jednej strony, wartością dodaną, opracowaną na danym stanowisku, a z drugiej strony - ceną, którą pracodawcy są gotowi zapłacić za profil kompetencji. Innymi słowy, wartościowanie stanowiska a badanie wynagrodzenia stanowią podstawy do określenia pensji każdego pracownika. Szczególnie na poziomie menedżerskim. Broń Boże nie według potrzeb finansowych tej osoby. Na koniec dodaję z lekkim zdenerwowaniem:

- To mi się wydaje dość naturalne. To już nie jest komunizm, kiedy każdy miał według własnych potrzeb.

- Pan żył w komunistycznym kraju?

- Nie, przyjechałem do Polski po upadku komunizmu. A pan pamięta ustrój komunistyczny?

- Miałem trzynaście lat. Mówiono wtedy o planowaniu, a nie o budżetowaniu. Mój ojciec tonął zresztą pod stertami papieru, tak jak ja dzisiaj. Mamy okres budżetowania.

- Cały czas budżetujecie?

Reklama
Reklama

- Budżetujemy. Nawet "butelkujemy". Jest wąskie gardło. Nie ma budżetu firmy, bo nie ma budżetu państwa. Nie ma budżetu państwa, bo nie ma budżetu Unii Europejskiej. Czyli nie będzie budżetu rodzinnego, bo nie ma budżetu firmy. Basta! Moja żona ma rację: Określmy, co nam jest potrzebne, a będziemy walczyć o swoje.

- Dość niekonwencjonalne podejście.

- Jedyne słuszne. Jest tyle niewiadomych w naszym otoczeniu. Jedna rzecz musi być stała. To dom, rodzina i nasz budżet rodzinny.

- Czy naprawdę wierzy pan w to, co mówi?

- Pan też jest szefem firmy i robił pan budżet. Czy pan w niego wierzy? Widzę wahanie... Czy dostanę 120 tysięcy euro? Nie wiem, ale tego chcę tu i teraz.

Reklama
Reklama

Nie kwalifikuję tego kandydata do dalszych rozmów, ponieważ stawia sprawę na ostrzu noża: "sakiewka albo życie". Tak jak najemnik, dla którego liczy się tylko najwyższa oferta.

Przypominam sobie, jak wiele razy starałem się przekonywać kandydatów, aby obniżyli swoje oczekiwania finansowe i przyjęli moją atrakcyjną, choć nie tak dobrze płatną ofertę. Wykorzystywałem argumenty typu "trzeba inwestować w siebie". Osoby, których nie udało mi się przekonać, znalazły później inną ofertę, płatną tak, jak sobie życzyli. Z drugiej strony, niektórzy, których przekonałem, nie doświadczyli zapowiedzianej pozytywnej inwestycji w siebie. Fakty pokazują, że postawa najemnika ma swoje racje, choć zaprzecza mojej filozofii zarządzania karierą.

Dopiero kiedy dzwonię do klienta, aby poinformować o wycofaniu się tego młodego, obiecującego kandydata, klient mi mówi:

- Niech pan się nie martwi. Rozważam możliwość anulowania zlecenia. Otóż zastępca dyrektora marketingu i sprzedaży złożył wypowiedzenie. Chcę go zatrzymać i zaproponowałem mu awans. Czyli zlecenie najprawdopodobniej zakończy się na rekrutacji wewnętrznej.

- Ale mówił pan, że on ma pewne braki.

Reklama
Reklama

- Ma braki, ale ja też mam pewne braki w moim budżecie. Muszę właśnie obniżyć płace. Jeśli zatrudnię mojego kandydata z wewnątrz, to będę miał oszczędności w budżecie. On wstrzelił się w dziesiątkę. Zresztą pamiętam, jak sam zostałem awansowany, mimo młodego wieku. Wytworzyłem sobie koncepcję własnej kariery. Należy mieć własny cel.

Trzymać się mocno tego celu i wstrzelić się w odpowiedni czas. A wie pan, jak dokładnie rozpoznać tarczę? Po prostu analizując budżet. Tu trzeba umieć czytać liczby i zrozumieć, co one znaczą dla ludzi. Zarządzanie karierą to przede wszystkim rozszyfrowanie zakodowanego klucza do drzwi sezamu awansów. Budżet zamyka się zimą. Szansa należy do tych, którzy nie czekają na wiosnę, żeby się obudzić. Budżet znaczy - czas się obudzić.

Wszystkie zdarzenia opisane w felietonie są fikcyjne.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama