Ledwo rozpoczął się spadek, a notowania kontraktów na WIG20 już znalazły się poniżej bieżącej wartości indeksu. Także ostatnia fala wzrostowa przebiegała przy gasnącym optymizmie inwestorów indywidualnych, jeśli bazę uznać za miernik nastrojów w tej właśnie grupie. Trudno przypuszczać, żeby w takich warunkach na rynku zbudowany został istotny wierzchołek. Na marginesie - na żadnym innym europejskim rynku, dla którego agencja Bloomberg wylicza różnicę między wartością teoretyczną wygasających w czerwcu kontraktów na główny indeks i bieżącym ich kursem, odchylenie nie jest tak duże. Na rynkach rozwiniętych kontrakty notowane są w odległości 0,1-0,2% od wartości teoretycznej. Na Węgrzech, w Rosji i Polsce niedoszacowanie pochodnych wahało się wczoraj od 0,5 do 1,2%.
Początkowa przecena zamieniła się wczoraj w zwyżkę, ale trudno ten fakt przeceniać jako sygnał zakończenia spadkowej korekty. Zeszłotygodniowa wyprzedaż była jednak bardzo dynamiczna, od tamtej pory znacznie spadła aktywność rynku. WIG20 wypadł z pierwszej dwudziestki rankingu tegorocznej stopy zwrotu sporządzonego dla głównych światowych indeksów. Nie widać, żeby na nasz rynek powrócili inwestorzy zagraniczni, a krajowi raczej nie palą się do zakupów. Tegoroczne prognozy szacują wzrost rynku na mniej więcej 10% i tyle ponad zeszłorocznym zamknięciem WIG20 znajdował się pod koniec stycznia. Na krajowym horyzoncie nie widać wydarzeń, które mogłyby przywrócić indeks w okolice 3 tys. punktów. Za granicą widać przede wszystkim zagrożenie, generowane przez najwyższą od trzech miesięcy rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji.
Zapowiada się, że w kolejnej fali wzrostowej weźmie udział węższa grupa spółek. Niektóre duże firmy spisują się bowiem zdecydowanie słabiej od rynku. Notowania Agory spadły wczoraj do 50,8 zł i jest to najniższy poziom od 9 miesięcy. Z dużym trudem po przecenie podnosi się KGHM. Ponieważ w drugiej dekadzie marca ograniczony zostanie wpływ spółki na WIG20, mogą być kłopoty z powrotem do trendu wzrostowego.