Sesję zaczęliśmy wysokim otwarciem, co było reakcją na pozytywne zakończenie notowań w USA oraz świadomością, że wzrost na początku sesji będzie jednocześnie wybiciem z małej odwróconej formacji głowy i ramion. Faktycznie do wybicia doszło, ale dalszy przebieg notowań pokazywał, że nie jest to klasyczny ruch po pojawieniu się formacji.

Jeszcze przed południem ceny wróciły do okolic linii szyi, ale nie to było poważnym zagrożeniem. Przecież po wybiciu nad poziom oporu, a takim jest linia szyi formacji głowy i ramion, ceny mają prawo wrócić. Problem w tym, że samo wybicie było dość słabe i dodatkowo nie potwierdzone przez skok obrotów. To było główne przewinienie popytu. Drugim problemem było to, że cena kontraktu spadając do okolic wsparcia nie odbiła się, ale weszła w konsolidację. Tym samym pojawiła się obawa, że wybicie z formacji może być fałszywe. Szybki spadek w ostatniej godzinie notowań załatwił wszystko i potwierdził tylko wcześniejsze obawy. Wybicie zostało zanegowane, co pociągnęło za sobą zwiększenie aktywności po stronie podaży.

Zanegowanie wybicia to sygnał słabości popytu. Jest to tym bardziej znaczące, że na rynku kasowym do podobnego wybicia nawet nie doszło. Indeks nie pokonał szczytów z wcześniejszych dni lutego. Cała sesja nie nastraja optymistycznie, ale też jeszcze nie przesądza o dłuższej przewadze podaży. Cały czas przebywamy nad poziomem wsparcia w postaci dołka z połowy stycznia, czyli na razie założenie o trendzie wzrostowym jest nadal aktualne. Wczoraj po fałszywym wybiciu ponownie wróciliśmy do konsolidacji trwającej od początku lutego. Fiasko popytu w chwili wybicia osłabi obóz grających na wzrost cen, ale nie jest to jeszcze sygnał sprzedaży. Nie ma narzędzi idealnych, a tym bardziej nie są nimi formacje cenowe.