Po nieudanym czwartkowym wybiciu w górę byki srogo zostały wczoraj ukarane. Jednak mimo sporej skali spadku nie mieliśmy do czynienia z agresywną podażą skracającą pozycje w obawie przed jakimiś głębszymi spadkami. Przecena bardziej wynikała z niskiej płynności i skoncentrowaniu podaży na spółkach mających największy wpływ na WIG20. Zmienność w ostatnich tygodniach jest rekordowa, więc dopóki nie przebijemy choćby lutowych dołków (także będzie można tu mówić o formacji głowy z ramionami - choć już w nieco dłuższym horyzoncie) obraz rynku pozostaje neutralny. Do takiej oceny piątkowego spadku zachęca też brak potwierdzenia słabości ze strony pozostałych rynków regionu. Również umacniające się waluty nie wskazywały na odpływ kapitałów z emerging markets.
Na kolejnych sesjach kontrolę nad rynkiem przejmą fundamenty. W poniedziałek poznamy wyniki TPS, we wtorek KGHM, a w czwartek PKO BP. To pierwsza piątka WIG20 mająca razem aż 36% udziału w portfelu. Jeśli te raporty wskażą funduszom kierunek, to reszta publikacji może okazać się tylko tłem jeśli chodzi o wpływ na indeks. Jednocześnie zwróciłbym już teraz uwagę, że choć TPS poda wyniki w poniedziałek przed sesją, to poważniejszą reakcję możemy zobaczyć dopiero kolejnego dnia po posesyjnej konferencji z analitykami.
Jeśli chodzi o prognozę na najbliższe sesje, to zamiast grać w trzy karty i obstawiać reakcję bardzo rozemocjonowanego rynku na publikację ww. spółek (plus inflacja, produkcja przemysłowa i seria danych w USA), radzę poczekać i zagrać w otwarte karty. Nawet jeśli ma się to odbyć kosztem dołączenia nieco spóźnionym do ewentualnego gwałtownego ruchu. Po stronie korzyści z tego wynikających stoi ograniczenie ryzyka, choć oczywiście nie wszyscy widzą w tym wartość samą w sobie.