Następuje chwila ciszy. Patrzę na moją kandydatkę, która ma zrezygnowany uśmiech. Na jej twarzy widać ślady walki o swoje. Choć wygląda jak szara myszka, to swoje zęby ostrzyła już od piętnastu lat w korporacyjnym świecie. Przypomina mi bohaterów książki Spencera Johnsona "Kto zabrał mój ser?", którzy boją się stracić to, co posiadają. Uczą się oddawać tylko częściowo i pod warunkiem, że dostaną coś w zamian. Dla kogoś, kto w swojej karierze nastawia się na zdobycie największego kawałka sera, życie może wyglądać jak wyścig szczurów. Należy odkryć znaczenie starego francuskiego słowa "carriera", które przypomina nam, że chodzi tu o wyścig (np. kariera jako wyścigi koni).
Wszystko w karierze zależy od tego, czy człowiek chce być koniem pociągowym (albo jeszcze gorzej - szczurem w stadzie), czy być na wozie. Tu należy szukać sedna sukcesu w karierze. Nie można być ani pod wozem, ani ciągnąć wozu, bo można się potknąć i zostać przezeń rozjechanym. Najlepiej być panem wozu i w wyścigu kierować swoje życie ku spełnieniu.
Właśnie zadaję mojej kandydatce pytanie na ten temat:
- Czy celem w życiu nie jest samo spełnienie?
- No właśnie. Nie dalej jak wczoraj zastanawiałam się nad tym, patrząc, jak rosną moje dzieci. Czy dobrze, jako matka, pokieruję ich życiem, tak aby były szczęśliwe? Czy zapisując je do najwyżej notowanych gimnazjów naprawdę nie popycham do wyścigu szczurów, którego nienawidzę? Ja podejmuję decyzje za moje dzieci, ale sama nie wiem, czy pokierowałam dobrze swoim życiem. Chyba potrzebuję dobrego coacha.