Dzisiaj podczas obrad Komitetu Stałego Rady Ministrów resort pracy przedstawi analizę, dotyczącą tego, kto będzie wypłacał świadczenia w nowym, zreformowanym systemie emerytalnym. To początek prac na ustawą, która zakończy zmiany w systemie.
Propozycje, jakie zostały zawarte w dokumencie, są zbliżone do tych, które były rozważane przez rząd Marka Belki. Jako instytucje, które mogłyby się podjąć wypłaty świadczeń, wskazuje się zakłady emerytalne, firmy ubezpieczeniowe oraz ZUS. Na listę nie trafiły towarzystwa emerytalne. Powodem jest fakt, że, zdaniem urzędników resortu pracy, nie są one w stanie zagwarantować dożywotniej wypłaty świadczeń. Chodzi o to, że OFE wypłacałyby pieniądze w określonym tempie, aż do wyczerpania środków na rachunku ubezpieczonego. W sytuacji gdy konto emeryta opustoszałoby, mógłby on zostać bez części świadczenia.
Na placu boju zostały więc trzy inne instytucje. Zakłady emerytalne, które musiałyby być tworzone od podstaw, byłyby drogim rozwiązaniem. Taniej i szybciej byłoby powierzyć wypłacanie emerytur firmom ubezpieczeniowym lub ZUS-owi.
Rząd Marka Belki skłaniał się ku firmom ubezpieczeniowym. Obecne kierownictwo resortu pracy - jak powiedział szef tego ministerstwa Krzysztof Michałkiewicz - wolałoby ZUS.
Tyle że ZUS pełniłby funkcję wypłacającego, ale od inwestowania i zarządzania ryzykiem byłyby firmy ubezpieczeniowe. Nie wiadomo, czy pieniądze ubezpieczonych zgromadzone w OFE byłyby dzielone między poszczególne firmy na zasadach określonych w ustawie, czy o wyborze decydowaliby sami emeryci. To ostatnie rozwiązanie niesie jednak takie ryzyko, że firmy rywalizowałyby o "lepszych" klientów (w tym wypadku bogatszych i żyjących krócej, czyli mężczyzn, co dyskryminowałoby kobiety).