"Kolejny kwartał i kolejna drastyczna obniżka prognoz. Jeżeli zmiana prezesa miała przynieść zwiększenie zaufania do spółki, to z pewnością ta operacja się nie udała, a tylko podniosła koszty (...). Oczekujemy drastycznego spadku poziomu notowań Opoczna i trudno nam jest w tej chwili wyznaczyć poziom, przy jakim polecalibyśmy kupno akcji tak niewiarygodnej spółki" - z takim komentarzem, autorstwa Doroty Puchlew, analityk BDM PKO BP, mogli zapoznać się wczoraj rano czytelnicy codziennego biuletynu domu maklerskiego. Był reakcją na opublikowane przez Opoczno wstępne wyniki finansowe za cztery kwartały ubiegłego roku. Rynek zareagował na nie spadkiem kursu o 2,9%, do 33,5 zł.
Obniżona prognoza
też niewykonana
Przychody największego krajowego producenta płytek ceramicznych wyniosły w 2005 roku 417,7 mln zł. Tymczasem spółka na początku listopada, kiedy pierwszy raz obniżyła szacunki, prognozowała 425 mln zł. Jak tłumaczy zarząd Opoczna, kończąca się ulga remontowa, która miała nakręcić popyt na wyroby przedsiębiorstwa w IV kwartale, miała zdecydowanie mniejszy wpływ na sprzedaż krajową niż wcześniej oczekiwano (pozytywne efekty Opoczno zanotowało dopiero w grudniu).
Znacznie gorzej prezentuje się rentowność grupy. Opoczno zarobiło na czysto tylko 29,7 mln zł (w listopadzie mówiono o 37 mln zł, a w 2004 roku zysk netto przekroczył 76 mln zł). Na taki rezultat wpływ miało kilka zdarzeń jednorazowych. Skorygowany zysk netto za 2005 r. był o 2 mln zł wyższy. Na tę różnicę składają się: koszty przeprowadzenia oferty publicznej spółki (-7 mln zł), wycena programu motywacyjnego (+7,2 mln zł), odprawa dla odwołanego w listopadzie prezesa Sławomira Frąckowiaka (-3,4 mln zł), przygotowania do akwizycji w Rosji (-0,9 mln zł) oraz korekta podatku (+2,1 mln zł).