Do tego doszły zapewnienia o świetlanych perspektywach rozwoju London Stock Exchange. Tylko w styczniu wolumen obrotu papierami na jej parkiecie zwiększył się o 43% w skali rocznej. Do 2008 r., dzięki platformie elektronicznej SETS, ten wolumen ma wzrosnąć dwukrotnie. - Oferta złożona przez Macquarie nie oddaje naszego potencjału - przekonywał w komunikacie szef rady nadzorczej giełdy Chris Gibson--Smith.
Australijski bank inwestycyjny Macquarie zaskoczył wszystkich, informując latem zeszłego o zainteresowaniu przejęciem największej giełdy akcji w Europie. W grudniu i styczniu skonkretyzował plany i przedstawił ofertę skupu jej papierów po 580 pensów za jeden. W środę przedłużył ofertę do końca lutego. Ceny nie podniósł - choć się tego spodziewano - mimo że oddanie papierów zadeklarowali dotąd właściciele zaledwie 0,4% kapitału akcyjnego LSE.
Notowania papierów są teraz znacznie wyższe. W trakcie piątkowej sesji cena sięgnęła rekordowych 811 pensów, rosnąc prawie o 7%. - Jasne jest, że nasze papiery są wyceniane nisko w porównaniu z innymi giełdami - stwierdziła podczas konferencji Clara Furse, prezes LSE. - Notowania nie oddają naszej dobrej kondycji - dodała. Istotnie, wskaźniki dla akcji dwóch największych konkurentów LSE, frankfurckiej giełdy Deutsche Boerse i sojuszu Euronext, są wyższe, jednak część analityków argumentuje, że obie giełdy - inaczej niż londyńska - działają w perspektywicznym segmencie derywatów i mają biznes rozliczeniowy. Zarówno Deutsche Boerse, jak i Euronext też zabiegają o przejęcie LSE, jednak tylko oferta Macquarie jest teraz "na stole".
London Stock Exchange rozda akcjonariuszom 510 mln funtów (890 mln USD) w postaci dywidendy. W przeliczeniu na jedną akcję wypłata wyniesie 12 pensów, czyli 71% więcej od pierwotnych planów. Na buy back papierów giełda zamierza przeznaczyć co najmniej 50 mln funtów rocznie. Piątek był ostatnim przewidzianym brytyjskim prawem dniem, kiedy LSE mogła przedstawiać akcjonariuszom propozycje, mające odciągnąć ich od zgody na przejęcie.
Reuters, Bloomberg