Od początku lutego poprawianie kilkuletnich rekordów przychodzi niemieckiemu DAX z coraz większym trudem. Dość zaskakująca wyprzedaż z 2 lutego, kiedy indeks stracił w czasie sesji ponad 100 pkt, wciąż kładzie się cieniem na notowaniach. Nie zniechęciło to popytu, ale zwiększyła się aktywność podaży. Efektem jest niemal płaski przebieg wykresu i dość wysoki wolumen. Oczywiście, brak dynamiki i trochę podwyższone obroty to jeszcze nie powód, żeby prognozować odwrócenie trendu, ale na korektę już może wystarczyć. Dopóki nie zostanie zamknięta luka z 9 lutego (5676 pkt), będzie to tylko lokalne ochłodzenie koniunktury. Rolę najważniejszego wsparcia w średnim terminie pełni luka hossy z 26 stycznia. Dodatkowo na tym samym poziomie (5540 pkt) znajduje się wierzchołek z początku roku. Z pewnością trochę niepokoju w serce posiadaczy akcji wlewa fakt, że do osłabienia trendu wzrostowego na wykresie DAX doszło na 62-proc. zniesieniu bessy z lat 2000-2003. Na razie jednak nie widać formacji, które mogłyby nadać proporcjom Fibonacciego coś więcej niż tylko psychologiczne znaczenie.

Od bardzo optymistycznego zamknięcia zeszłego tygodnia nic się nie zmieniło na giełdach regionu. Największą wartość prognostyczną można przypisać fladze na wykresie austriackiego ATX - jeśli figura ta ma się zrealizować, to na najbliższe sesje mamy zapewnioną dobrą koniunkturę. Dla WIG20 oznaczałoby kolejne rekordy i przekroczenie granicy 3 tys. pkt. Jednocześnie pojawienie się tego rodzaju formacji sprawia, że oczekiwania wobec kolejnych notowań są mocno wygórowane.

Fladze na ATX w pewnym stopniu można przeciwstawić zbliżający się test szczytu na wykresie węgierskiego BUX. Sam w sobie nie jest to negatywny sygnał, ale wierzchołki z sierpnia zeszłego roku zostały zbudowane przy wysokich obrotach (miesięczny wolumen wyniósł 66 mln akcji i był najwyższy w historii). Związany z nimi opór stanowić będzie dla byków istotne wyzwanie.