Impet wcześniejszych wzrostów spowodował, że otwarcie wtorkowej sesji wypadło minimalnie powyżej maksimum z poprzedniego dnia. Później jednak nastąpiły spadki i na wykresie dziennym powstała czarna świeca z małym dolnym cieniem. Jej korpus zakrywa mniej więcej połowę poniedziałkowej białej świecy tworząc formację zasłony ciemnej chmury. Jej wymowa jest negatywna, ale wspomniany ogonek znaczy, że podaż nie była wystarczająco silna, by pokonać nawet najbliższe wsparcie, czyli dolną połowę poniedziałkowej białej świecy. Jest to jeden z powodów, dla których uważam, że pogorszenie sytuacji jest chwilowe, a za jakiś czas rynek znowu ruszy do góry. Drugi powód to formacja trójkąta, której dolne ramię znajduje się na poziomie 2745 pkt (dołki z 3 i 13 lutego), a górne przechodzi przez szczyty z 26 stycznia i 9 lutego. W ostatni piątek kontrakty wybiły się z niej górą. Na podstawie tego sygnału można spodziewać się wzrostu porównywalnego z szerokością trójkąta, czyli mniej więcej do poziomu historycznego rekordu (3000 pkt). Nie widzę jednak sposobu, by przewidzieć, co będzie później.
Wczorajsze osłabienie prawdopodobnie ma związek z oporem wyznaczonym przez górną połowę długiej czarnej świecy z 31 stycznia. Wcześniej jednak rynek rósł bardzo dynamicznie. Sytuacja pogorszyłaby się w razie przebicia bariery składającej się z małej poniedziałkowej luki hossy oraz znajdującego się nieco niżej lokalnego szczytu z 9 stycznia (2869 pkt). Jednak o zupełnym zanegowaniu wzrostowego scenariusza będzie można mówić dopiero w razie przełamania wsparcia znajdującego się w okolicach 2745 pkt. W takim przypadku należałoby wrócić do koncepcji formacji głowy z ramionami.