Za nami kolejna sesja, która w niewielkim stopniu zmieniła obraz rynku. Po piątkowym szturmie na akcje kolejne dni przebiegają dość spokojnie. Z jednej strony, brakuje już mocnego popytu, z drugiej - nadzieje na atak na historyczny rekord ograniczają podaż. Takie zachowanie rynku potwierdzałoby wątpliwości, czy piątkowa zwyżka może stać się impulsem do trwałego ruchu w górę. W dużym stopniu kupno na ostatniej sesji minionego tygodnia pochodziło od arbitrażystów. Istnieje więc zagrożenie, że w przypadku spadku bazy do wartości ujemnych pojawi się z ich strony podaż.

Co mogłoby doprowadzić do spadku bazy? Tak jak w piątek rozciągnęła się w sporym stopniu dzięki wzrostowi w Budapeszcie tak również teraz może zmienić się pod wpływem pogorszenia notowań na rynkach wschodzących. Ubiegły tydzień był pod względem napływu środków do funduszy lokujących w tym regionie najgorszy w tym roku. Jednocześnie skala wzrostu cen akcji, obligacji i walut w ostatnich miesiącach stwarza naturalną presję na realizację zysków. Wczorajszy dzień pokazał, że potrzeba niewiele do wywołania podaży. Deficyt na rachunku obrotów bieżących zamiast nadwyżki w Brazylii oraz obniżka perspektywy dla islandzkiego długu spowodowały obniżkę kursów walut na większości rynków wschodzących. Ostatecznie do mocnego spadku nie doszło, ale przez większość dnia było nerwowo. Silna korelacja złotego z innymi walutami z emerging markets jeszcze raz potwierdza duże znaczenie zewnętrznych czynników rzutujących na to co dzieje się na naszych rynkach finansowych.

Porównując skalę poprawy wyników w ostatnich 3 miesiącach roku ze zwyżką notowań trudno oprzeć się wrażeniu, że w cenach akcji zawarte są optymistyczne oczekiwania na ten rok. Pierwszą ich weryfikacją są zapowiedzi banków, z których wynika, że 2006 r. przyniesie raczej jednocyfrowy wzrost zysków. Ze względu na spore znaczenie w kilku przypadkach dochodów związanych ze wzrostem aktywów TFI przebieg koniunktury na rynkach nabiera dodatkowego znaczenia. Słabsze wyniki funduszy i wycofywanie środków przez inwestorów mogłyby z jednej strony zwiększyć podaż na rynku, a z drugiej ograniczyć atrakcyjność akcji banków.