Warta 106 mld USD gospodarka Węgier rozwinęła się w ostatnich trzech miesiącach zeszłego roku o 4,3% w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej - podało wczoraj w Budapeszcie KSH, Krajowe Biuro Statystyczne. Kwartał wcześniej tempo to wynosiło 4,5%.
- Namacalne spowolnienie gospodarki europejskiej dało się odczuć także na Węgrzech - stwierdziła Mariann Trippon, ekonomistka z banku CIB w Budapeszcie. - Miało ono negatywny wpływ na popyt na węgierskie produkty - wyjaśniała. W jej opinii, negatywny trend nie utrzyma się jednak długo, bo w Europie są sygnały ożywienia i jest także szansa na odrodzenie się popytu wewnętrznego. Trippon twierdzi, że produkt krajowy Węgier zwiększy się w tym roku o 4,3-4,5%. Według wyliczeń KSH, w zeszłym roku wzrost wyniósł 4,3%.
Do Niemiec, do których trafia aż dwie trzecie węgierskiego eksportu, w czwartym kwartale zawitała stagnacja. Gospodarka strefy euro wzrosła zaś o nikłe 0,3%, wobec 0,6% kwartał wcześniej. Firmy węgierskie coraz zacieklej konkurują o klientów w Europie Zachodniej. Koncern farmaceutyczny Egis, którego połowa produkcji trafia za granicę, ocenia, że w tym roku wyraźnie będzie musiał ograniczyć eksport na Zachód.
Wyniki węgierskiej gospodarki kontrastują z rezultatami innych państw w regionie. W czwartym kwartale przyspieszył wzrost produktu krajowego na Słowacji (do rekordowych 7,5%), w Czechach i prawdopodobnie także w Polsce (GUS dziś ogłosi dane). Z jednej strony, jest to skutek słabszego na Węgrzech popytu konsumpcyjnego - na co miały wpływ m.in. ograniczenia dotyczące wzrostu płac w sektorze państwowym. Z drugiej zaś - jest to efekt "wysokiej bazy" w inwestycjach - wcześniej nakłady były wysokie i dynamiki nie udało się utrzymać. W skali rocznej wartość inwestycji w gospodarce wzrosła o 3,1% - podali statystycy. Wcześniej tempo bywało dwu-, trzykrotnie wyższe.
Wzrost popytu wewnętrznego jest też hamowany przez wysokie stopy procentowe. Wprawdzie dzięki dwunastu z rzędu cięciom główna stopa spadła z 12,5% do 6%, jednak wciąż jest najwyższa w Unii Europejskiej. Na dalsze obniżki na razie się nie zanosi, bo bank centralny boi się, że nadmierne rządowe wydatki zaowocują jeszcze większą dziurą w budżecie i pobudzą inflację. Rząd w Budapeszcie nie zrealizował prognoz dotyczących deficytu w żadnym z poprzednich czterech lat. W zeszłym roku przekroczył on 6% PKB. Natomiast w ciągu dwóch lat powinien spaść do 3%, by Węgry mogły przyjąć euro w 2010 r. Jak wskazują ekonomiści, wymagałoby to dogłębnych reform w sektorze państwowym. Na razie jednak władze są pochłonięte głównie kampanią przed kwietniowymi wyborami do parlamentu.