Według GUS, roczna inflacja wyniosła w styczniu 0,7%. To dane wstępne, które mogą się zmienić po policzeniu inflacji z uwzględnieniem nowego koszyka konsumpcji. Ekonomiści, a wraz z nimi inwestorzy, liczą na to, że po rewizji inflacja okaże się jeszcze niższa. Ma się tak stać za sprawą uwzględnienia po raz pierwszy cen telefonii komórkowej, które systematycznie idą w dół. Część analityków spodziewa się, że według ostatecznych danych inflacja mogłaby wynieść nawet tylko 0,3-0,4%. To zwiększyłoby nadzieje na kolejną obniżkę stóp procentowych.

Trzy dni temu biuro statystyczne UE podało jednak, że roczna inflacja w Polsce wyniosła w styczniu 0,9% i była o 0,1 pkt proc. wyższa niż miesiąc wcześniej. Indeksy cen obliczane przez Eurostat i GUS nie są w pełni porównywalne. Liczy się jednak to, że dane unijnego biura za styczeń uwzględniają już zmiany w koszyku konsumpcji. Być może więc uwzględnienie "komórek" nie miało wpływu na ogólną dynamikę cen.

Analitycy BZ WBK zwracają uwagę, że w styczniu ub.r. dane Eurostatu były dobrą wskazówką co do kierunku rewizji danych GUS. Według wstępnych danych GUS, inflacja wyniosła 4%, a według Eurostatu - 3,7%. Ostateczne dane GUS były na poziomie 3,8%.

"Na tej podstawie można dojść do wniosku, że są małe szanse na zrewidowanie w dół inflacji w styczniu br. Wręcz przeciwnie, dane Eurostatu wskazują możliwość rewizji w górę. A to byłaby negatywna niespodzianka dla rynku stopy procentowej" - napisali ekonomiści BZ WBK we wczorajszym raporcie.

Tę opinię potwierdza Bartosz Pawłowski, ekonomista ING Banku Śląskiego. - Jeżeli GUS zrewiduje w górę styczniową inflację, należy liczyć się z przeceną polskich obligacji i spadkiem wartości złotego - powiedział. Nie zmienia to jednak faktu, że należymy do grupy krajów o najniższej inflacji w UE.