Tempo wzrostu estońskiego PKB w ostatnich trzech miesiącach ub.r. wyniosło 10,5% w stosunku rocznym, w porównaniu z 10,6% w III kwartale - podał wczoraj urząd statystyczny w Tallinie.
Szybciej w Unii Europejskiej rozwija się tylko Łotwa. Oba kraje notują wyższą dynamikę niż uchodzące za liderów światowego wzrostu Chiny i Indie. Estońska gospodarka ma jednak stopniowo zwalniać - prognozy tamtejszego banku centralnego mówią o 7--proc. tempie rozwoju w tym roku.
Estonia zawdzięcza świetne wyniki głównie rozwojowi eksportu. W zeszłym roku tamtejsze firmy wysłały za granicę ok. 30% więcej towarów niż rok wcześniej. Rósł też popyt wewnętrzny (dzięki wyższym płacom - w IV kw. zwiększyły się o 13%) oraz inwestycje.
Szybki rozwój ma swoją cenę, jaką jest wyższa inflacja. W styczniu wzrost cen w Estonii wynosił 4,6%, a w lutym - prawdopodobnie 4,1% (dane na ten temat będą opublikowane dziś). To za dużo, by Estonia mogła spełnić inflacyjne kryterium z Maastricht i przyjąć euro zgodnie z planem, czyli z początkiem przyszłego roku. Teraz próg wynosi ok. 2,6% i ze zmieszczeniem się poniżej tej granicy problem ma też Litwa, drugi z trzech krajów (trzecia jest Słowenia), które chcą wprowadzić wspólną walutę od stycznia 2007 r.
- Lepiej by było, gdyby (estońska) gospodarka rosła w tempie ok. 7% - powiedziała Anne Karik-Uustalu, cytowana przez Bloomberga ekonomistka z Sampo Pank w Tallinie. - 10-proc. tempo nie jest złe, jednak wiąże się z nim istotne zagrożenie, ponieważ nie mamy żadnych narzędzi polityki monetarnej, mogących osłabić inflację - dodała. Władze nie mają wpływu na kurs waluty - korona jest ściśle powiązana z euro - a bank centralny nie prowadzi polityki ustalania stóp procentowych.