Rynek tkwi wciąż niezdecydowany tuż pod szczytami hossy. A że istotnych szczytów mamy już dwa, taka konsolidacja staje się coraz bardziej niebezpieczna dla byków. Oba szczyty (styczniowy i lutowy) zostały wyznaczone przez załamanie cen spółek surowcowych - KGHM i PKN. I wydaje się, że to one wskażą kierunek wybicia z obecnej konsolidacji, naśladując zapewne trendy na rynkach surowcowych. Utrzymywanie się indeksów tuż przy szczytach jest zasługą bardzo silnych banków, które również będą na najbliższych sesjach pod czujną obserwacją.

Rynki naszego regionu ostatnio wyraźnie wyhamowały. BUX zanotował wybicie-pułapkę powyżej szczytów z września 2005 r., by jedną podażową sesją powrócić błyskawicznie poniżej oporu. Indeks praski zanotował kolejne maksima hossy, ale podobnie jak moskiewski RTS zaczyna przypominać niebezpieczną hiperbolę.

Brak jednoznacznego kierunku i konsolidacja pod szczytami najważniejszych indeksów naszego regionu (WIG20, BUX) to wynik splotu kilku czynników: rosnącej rentowności papierów dłużnych w USA i strefie euro (która może spowodować osłabienie zainteresowania rynkami wschodzącymi wśród inwestorów zagranicznych), nierozstrzygniętej sytuacji na rynkach surowcowych oraz ostatniego dwusesyjnego osłabienia złotego, które przeradza się powoli w zmianę trendu w średnim terminie.

Obroty na wczorajszej sesji były niskie, co świadczy o niezdecydowaniu inwestorów i wyzwala pewną przypadkowość ruchów na rynku. Dopiero sesja z większymi obrotami powinna dać wiarygodny sygnał; obecna sytuacja techniczna i czynniki okołorynkowe opisane powyżej wskazują raczej na kierunek południowy. Do tego niezbędny jest jakiś silny impuls (niepewność polityczna już się chyba inwestorom przejadła). Może to być szybsze osłabienie złotego, załamanie któregoś z "hiperbolicznych" indeksów emerging markets czy zmianę trendu na surowcach. Oczywiście, nie można odebrać wszystkich szans bykom - utrzymują się wciąż bardzo blisko szczytów i systematycznie odpierają ataki podaży.