Im bliżej końca zimy, tym bardziej zbliża się moment, gdy kwestie związane z polityką fiskalną powrócą jako istotny przedmiot debaty ekonomicznej w Polsce. Marzec to miesiąc w którym (zgodnie z zapowiedziami premiera Kazimierza Marcinkiewicza) rząd ma w końcu zatwierdzić i przedstawić "konkretne propozycje kompleksowej zmiany podatków w Polsce". Wiele wskazuje na to, że od momentu wygranych przez PiS jesiennych wyborów parlamentarnych propozycje te uległy dość istotnej ewolucji w zetknięciu z twardymi realiami budżetowymi. Nadal trudno jednak powiedzieć jaki kształt przyjmą w ostateczności, ponieważ sygnały, jakie docierają w tym temacie ze strony rządu są dość niejednoznaczne.

W połowie lutego zestaw zmian w systemie podatkowym przedstawiła minister finansów Zyta Gilowska. Zaprezentowany pakiet zawiera szereg rozwiązań, adresowanych w głównej mierze do przedsiębiorstw. Najważniejsze z nich zakłada obniżkę obowiązkowych składek rentownych z 13% do 10%, co ma się przyczynić do obniżenia kosztów pracy. Poza tym w skład pakietu weszły propozycje, mające usprawnić i uprościć rozliczenia podatkowe (głównie dla firm) oraz nieznacznie obniżyć obciążenia podatkowe gospodarstw domowych (m.in. poprzez "odmrożenie" indeksacji progów podatkowych i kwoty wolnej od podatku). Niestety, w zestawie proponowanych rozwiązań nie znalazło się zapowiadane wcześniej obniżenie podstawowych stawek podatku dochodowego od osób fizycznych, ani nawet likwidacja podatku od zysków kapitałowych. Zdaniem szefowej resortu finansów, w obecnych warunkach "państwo nie ma rezerw, które pozwoliłyby na znaczne redukcje podatków". Szkoda, ale tak naprawdę trudno się nie zgodzić z tym stanowiskiem, biorąc pod uwagę wyraźny brak woli politycznej do ograniczania wydatków publicznych. Kłopot w tym, że bez redukcji wydatków, niestety głównie w sferze socjalnej, zdecydowane obniżenie obciążeń podatkowych faktycznie nie będzie możliwe, nawet przy stosunkowo dobrej koniunkturze gospodarczej. Ogólnie jednak propozycje Ministerstwa Finansów należy ocenić pozytywnie - szczególnie biorąc pod uwagę uwarunkowania. Według szacunków resortu, wszystkie proponowane zmiany będą w sumie kosztować budżet przeszło 11 mld zł rocznie, z czego najbardziej kosztowna będzie redukcja składek rentowych (6,5 mld zł). Jak by nie było, oznacza to zauważalny spadek obciążeń podatkowych, bo o tyle właśnie więcej pieniędzy zostanie co roku w kieszeniach podatników, przede wszystkim pracodawców. Powinno to być czynnikiem sprzyjającym podtrzymaniu szybkiego wzrostu gospodarczego.

Osobną kwestią pozostaje to, jak pokryć wynikający z tej redukcji podatków - nawet jeśli nie nazbyt radykalnej - ubytek we wpływach budżetowych. Wprawdzie minister Gilowska zapewnia, że zmiany nie spowodują wzrostu planowanego deficytu budżetowego powyżej 30 mld zł, ale nie wskazała jak dotąd konkretnych źródeł finansowania proponowanych rozwiązań. Niewątpliwie opracowanie budżetu na 2007 rok będzie niezwykle ambitnym wyzwaniem dla ministra finansów. Być może sporą pomocą w jego realizacji okaże się nowa inicjatywa Zyty Gilowskiej, czyli zapowiedziana ostatnio reforma finansów publicznych. Ma to być pakiet zmian instytucjonalnych i organizacyjnych w sektorze finansów publicznych, umożliwiający lepsze zarządzanie i sprawniejsze kontrolowanie przepływów finansowych. Niewykluczone, że dzięki nim udałoby się faktycznie wygospodarować dodatkowe wpływy do budżetu w wyniku eliminacji istniejących nieprawidłowości. Byłby to krok w dobrym kierunku, ale też trudno go uznać za wystarczający; raczej za wstęp do głębszej reformy systemu finansów publicznych.

Póki co propozycje resortu finansów nie są jednak oficjalnym stanowiskiem rządu, a część polityków partii rządzącej, a nawet ministrów, odnosi się do nich ze sporym dystansem, znacznie bardziej przychylnym okiem spoglądając na inicjatywy zmierzające do dalszego wzrostu wydatków na cele socjalne i ulgi prorodzinne zamiast ulg dla przedsiębiorców. Wypada zaczekać do końca marca na to, jaki będzie ostateczny kształt zmian podatkowych przyjęty przez Radę Ministrów. Między innymi od tego zależeć będzie czy skonstruowanie solidnego budżetu na 2007 rok, zakładającego utrzymanie tzw. kotwicy budżetowej, będzie zadaniem o najwyższym stopniu trudności czy też okaże się "mission impossible".