Przeczytałem w jednym z pism branżowych, że tylko cztery spółki kolejowych przewozów pasażerskich w Europie osiągnęły zyski. Jesteśmy jedną z nich. Czy ta stabilność będzie zachowana? Mam nadzieję, że tak, choć są tysiące kwestii, które o tym decydują: od skuteczności promocji i jakości ofert przez dobry rozkład jazdy, aż po awaryjność taboru i sytuację pogodową. Dziś mogę powiedzieć, że po stronie przewozów mamy kolejny wzrost - styczeń do stycznia o 10%. Ale z drugiej strony, znacząco rosną koszty: dostępu do torów, energii elektrycznej czy wynajmu lokomotyw. Mamy też masę prac do wykonania na zapleczu technicznym naszej spółki.
Założyliśmy, że naszym celem jest utrzymanie stabilnej sytuacji finansowej, wzrost wartości spółki, ale nie sam zysk. To naprawdę nie jest moment na maksymalizację wyniku.
Obejmując stanowisko prezesa PKP Intercity postawił Pan na silny marketing. Biorąc pod uwagę wyniki, ta strategia się sprawdza. Czy podobny model można zastosować w innych firmach Grupy PKP?
Jeszcze nie jesteśmy, myślę o całej kolei, tak doskonali, aby np. szeroko korzystać z reklamy jako głównego instrumentu napędzającego sprzedaż. Kolej ciągle jest na etapie odzyskiwania wiarygodności w oczach klientów, najpierw więc musimy być piękni, czyści, szybcy i bezpieczni, a dopiero później będziemy emitować spoty z pięknymi modelkami siedzącymi w naszych szalonych wagonach. Koncentrujmy się na produkcie, bo nadal za dużo jest skarg i reklamacji, ale rzecz jasna - nie zapominajmy o promocji, o przekazie informacyjnym. Bo myślę, że tego kolejom brakowało najbardziej: dobrej oferty rynkowej i estetycznie podanej informacji. Poprzez różne akcje informacyjne staramy się pokazać, że coś na kolei drgnęło. Czy strategię tę da się zastosować w innych spółkach? Jasne, że tak! Zresztą - już się to dzieje. Powoli, bez angażowania wielkich pieniędzy, z oporami środowiska, które przywykło do majestatu żelaznej kolei i odrzuca nowinki, ale tej fali nie da się już powstrzymać. Choć pamiętajmy, że prawdziwa próba sił przyjdzie wraz z prawdziwą konkurencją. O czym ja - niekolejarz - moim zacnym kolegom kolejarzom nieustannie przypominam. O klienta trzeba się bić już teraz, kiedy cieszymy się z przywilejów monopolu.W 2010 r. rynek kolejowy czeka liberalizacja, w Polsce pojawią się na równych prawach z PKP unijni przewoźnicy. Czy przynajmniej PKP Intercity uda się dogonić zachodnie koleje?
W tym stanie rzeczy? Nie. Jeżeli Skarb Państwa - właściciel spółki - nie da wyraźnego sygnału, jakie mają być źródła finansowania rozwoju, skąd wziąć pieniądze na zakupy taboru, to informuję: nie mamy żadnych szans w starciu z przewoźnikami zagranicznymi. Oczywiście, można tę liberalizację spowalniać. Ale już dzisiaj Niemcy pokazują, jak bardzo im zależy, by uczestniczyć w spółce Koleje Wielkopolskie i złożyć pasażerom superofertę: przejazd 4-osobowej rodziny między Poznaniem i Berlinem za 25 euro, w komfortowych wagonach. Jeszcze nie ma spółki, ale już znamy cenę biletu. Co więcej, ich na to stać. A nas? Czy stać nas na walkę cenową? Może i tak, ale w starciu na jakość taboru - wagonów, lokomotyw, składów zespolonych - nie mamy szans.
Rząd, właściciel majątku, powinien zatem określić swoją politykę w odniesieniu do naszej spółki. Jeśli prywatyzacja - to kiedy? Jeśli nie - to z jakich źródeł pozyskiwać środki inwestycyjne? Czy wchodzimy na giełdę, czy możemy liczyć na podniesienie kapitału, czy zadłużamy spółkę w bankach, uzyskując z budżetu państwa gwarancje kredytowe? To trzeba zdefiniować mając na uwadze perspektywę 2010 roku. Tutaj decyduje wyłącznie wola właściciela, ponieważ tylko on ma uprawnienia władcze w odniesieniu do własnego majątku.