Sytuacja polskiego rynku akcji generalnie pogarsza się. Stwierdzenie to jest szczególnie adekwatne w przypadku spółek o największej kapitalizacji. Po pierwsze jesteśmy na przestrzeni ostatnich dni świadkami pewnego zmniejszenia zaufania do rynków wschodzących, co może mieć w pewne mierze swoje źródło w spadku cen surowców oraz w prowadzeniu przez FED i EBC polityki wzrostu stóp procentowych. Spadek cen surowców może być zapowiedzią spadku tempa wzrostu gospodarczego na świecie w przyszłości a jako, że rynek akcji dyskontuje przyszłość, czynnik ten sam w sobie jest niepokojący. Podwyżki stóp mogą z kolei sprzyjać odpływowi kapitału z rynku akcji w kierunku rynku skarbowych papierów dłużnych.

Po drugie wprawdzie stan krajowej gospodarki jest coraz lepszy, o czym świadczą m.in. dane o tempie wzrostu gospodarczego w IV kwartale 2005 roku, ale tego typu korzystne informacje fundamentalne zawarte są jak się wydaje już w cenach akcji. Świadczy o tym przede wszystkim fakt, że publikacja raportów kwartalnych nie stała się pretekstem do kupna, a w przypadku spółek prezentujących wyniki gorsze od oczekiwań (PKN) stanowiła wręcz sygnał sprzedaży. Po trzecie trzeba pamiętać, że mamy w tym roku w USA drugi rok po wyborach prezydenckich w USA co stwarza duże ryzyko nie tylko osób lokujących swój kapitał na giełdzie nowojorskiej, ale też i na innych światowych rynkach akcji. Wystarczy choćby przypomnieć sobie stopy zwrotu z indeksu WIG w latach 1994, 1998, 2002. W każdym z tych trzech przypadków były one w ujęciu realnym ujemne.

Udział akcji w portfelach OFE kształtuje się obecnie na wysokim poziomie (32,95 % w lutym) i dlatego ze strony tych instytucji trudno spodziewać się zmasowanego popytu. Trzeba też pamiętać, że w dotychczasowej historii naszej giełdy dołki cyklu 11-miesięcznego poprzedzane były z reguły ponad 10-procentowym spadkiem indeksu blue chips. Skoro więc teoretyczny dołek przypadnie dopiero w kwietniu to można w perspektywie kolejnych kilku tygodni oczekiwać dalszych spadków.