Zgodnie z ewidencją zamieszczoną na stronach internetowych MSP, na koniec ubiegłego roku w trakcie procesu likwidacyjnego lub upadłościowego było aż 366 spółek z różnym udziałem Skarbu Państwa. Dodatkowo 40 spółek w ogóle nie prowadziło działalności, choć widniało w ewidencji. W ciągu 2005 roku udało się zakończyć upadłość bądź zlikwidować jedynie 39 firm. W wielu przypadkach jednak procesy toczą się latami. W przypadku 11 spółek rozpoczęto je przed 1 stycznia 1997 roku, czyli 9 lat temu.

Tymczasem wartość zgromadzonego we wspomnianych spółkach majątku wcale nie jest mała. Resort skarbu szacuje, że jest to ponad 150 mln zł. Wartość nominalna udziałów jest wielokrotnie wyższa i wynosi ponad 1,1 mld zł. Ów majątek, będący w posiadaniu likwidowanych bądź upadłych przedsiębiorstw, to głównie nieruchomości po byłych zakładach produkcyjnych oraz inny majątek trwały, jak choćby maszyny.

Resort skarbu chce przyspieszyć procedury upadłościowe. W kierunkach prywatyzacji na 2006 rok założono, że wszystkie spółki, które nie prowadzą działalności, zostaną formalnie zlikwidowane w ciągu najbliższych miesięcy. Natomiast koordynacją i usprawnieniem procesów likwidacji i upadłości mają się zająć powołane w tym celu zespoły specjalistów w resorcie skarbu.

Jednak, zdaniem opozycji, rozwiązania problemu trzeba szukać gdzie indziej. W opinii Adama Szejnfelda z Platformy Obywatelskiej, zasiadającego w sejmowej Komisji Skarbu Państwa, nie ma wątpliwości, że winę za przewlekły proces likwidacji i upadłości ponoszą procedury: skomplikowane i zniechęcające syndyków oraz likwidatorów do szybkiego działania. - Przepisy są tak skonstruowane, że osobom tym zależy na jak najdłuższym prowadzeniu procedur, bo z tego żyją - mówi poseł A. Szejnfeld. Pogląd ten podziela Małgorzata Ostrowska, była wiceminister skarbu państwa. - Najlepiej by było, gdyby wysokość wynagrodzenia tych osób zależała od czasu, w jakim uda się im zakończyć proces likwidacji czy upadłości. Im zrobiliby to szybciej, tym wyższe dostaliby wynagrodzenie - mówi M. Ostrowska. Jej zdaniem, najlepszym rozwiązaniem problemu likwidowanych i upadłych spółek państwowych jest opracowanie spójnej strategii dla tych firm. - Może to polegać np. na pogrupowaniu likwidowanych firm z danego regionu czy miasta i oddaniu ich w zarządzanie samorządom, które poradzą sobie z nimi lepiej niż resort skarbu - mówi M. Ostrowska.