Reklama

Widzimy szansę w Polsce

Z Kazimierzem Stańczakiem, dyrektorem generalnym Polbanku - polskiego oddziału greckiego EFG Eurobank Ergasias, rozmawia Łukasz Wilkowicz

Publikacja: 16.03.2006 07:11

Od kiedy Eurobank interesuje się Polską?

Od około dwóch lat.

Czy miało to związek z wejściem Polski do Unii Europejskiej?

To się rozpoczęło mniej więcej w tym momencie. Otwarcie oddziału w Polsce jest częścią strategii Eurobanku, który po osiągnięciu dużego sukcesu w Grecji - gdzie powstał od zera piętnaście lat temu i stał się drugim co do wielkości bankiem greckim - od kilku lat prowadzi strategię rozwoju w innych krajach. Na początku to były kraje bałkańskie, teraz Polska. Sprawdzone metody menedżerskie i oferta produktowa pozwalają na rozwijanie działalności międzynarodowej.

Czy myśleliście o zakupie istniejącego banku z pewnym udziałem w rynku? Mówiło się w tym kontekście o wrocławskim Euro Banku.

Reklama
Reklama

Mogę tylko powiedzieć, że EFG Eurobank Ergasias rozważał różne opcje. Także tę.

Ile Grecy są gotowi zainwestować w Polsce?

Myślę, że nasz plan na ten rok jest ambitny, bo otwarcie 50 placówek w ciągu roku wymaga poważnych kwot.

Jakich konkretnie?

Nie chciałbym wchodzić w szczegóły. Powiedzmy tak: zaprojektowaliśmy i zbudowaliśmy ten bank, mając na uwadze ceny, jakie pobieramy od naszych klientów. Osób, które szukają przejrzystych, zrozumiałych i atrakcyjnych cenowo produktów.

Ilu jest w tej chwili pracowników? Skąd oni przyszli?

Reklama
Reklama

Zatrudniamy ok. 300 osób. Ponad 90% ma doświadczenie w bankowości. Pozostała część przyszła z instytucji, w których ci ludzie też mieli styczność z bankami. Przykładem jestem ja. Byłem doradcą wielu instytucji finansowych.

Ludzie przyszli do nas z wielu firm. Przy czym znaczna ich część pochodzi z podmiotów o - powiedziałbym - silnym nastawieniu detalicznym. Ich przyciągnęły nie pieniądze, ale raczej to, że mogą tworzyć coś nowego, a nie tylko powielać rozwiązania przyjęte w oddziałach zagranicznych firm, w których pracowali. Mają tu pole do popisu.

A ilu jest Greków?

Wśród pracowników - dwie osoby. Ale mamy z ich strony wsparcie projektowe. Dlatego obecnie przebywa ich tutaj wielu - 20, 30. Przygotowujemy nowe produkty. Oni nam w tym pomagają.

Gdy w końcu roku bank będzie miał 50 placówek, to ilu będzie pracowników?

Około 500 osób.

Reklama
Reklama

Przewidziana jest budowa sieci partnerskiej. Jaki to będzie model?

Szczegółów nie chciałbym jeszcze ujawniać.

Czy to będzie tak, jak np. w Banku BPH albo w Dominecie, czyli poprzez franszyzę?

Rozpatrujemy różne modele współpracy, jakie istnieją w polskich usługach finansowych. Ale nic konkretnego na ten temat nie mam w tej chwili do powiedzenia. Dopiero przygotowujemy ostateczne rozwiązanie.

Dlaczego Eurobank zdecydował się na rozpoczęcie działalności przez oddział? Zwykle jest tak, że zagraniczny bank tworzy spółkę zależną z własną licencją bankową.

Reklama
Reklama

Szybkość. To najprostsza odpowiedź i o to właśnie nam chodziło. Proces uzyskiwania licencji w Polsce nie jest zbyt szybki. To jest pracochłonne. I absorbuje kadrę kierowniczą, która w tym czasie może się zajmować budowaniem instytucji.

Najczęstszą metodą uzyskania licencji jest przejęcie instytucji, która ją ma. Tę ścieżkę przeszło wiele zagranicznych banków. Ale to również trwa. Nabycie banku oznacza też konieczność zastosowania innej strategii i wizji działania, co również zabiera czas i opóźnia debiut rynkowy.

Czy status oddziału jest w planach na stałe?

Nie wykluczamy starania się o licencję bankową w przyszłości.

Od czego ta decyzja będzie zależała?

Reklama
Reklama

W tej chwili najważniejszym zadaniem kierownictwa jest rozwój sieci i wdrożenie produktów zgodnie z zaplanowaną ścieżką. Gdy będziemy mieli trochę oddechu, będziemy mogli powrócić do tej sprawy.

To kwestia roku, dwóch?

Nie chciałbym podawać daty. Na pewno tego nie wykluczamy.

Ze statusem oddziału, a nie spółki z licencją bankową wiążą się pewne różnice. Na przykład to, że oddział jest nadzorowany przez nadzór kraju macierzystego, w tym wypadku Grecji, a nie Polski. Bezpośrednio, bo pośrednio także przez polski nadzór. Od razu chciałbym powiedzieć, że my de facto jesteśmy bardziej nadzorowani niż inni. Podlegamy nadzorowi greckiemu i polskiemu. Obowiązki informacyjne wobec polskiego nadzoru - raporty, które należy wysyłać do NBP - są takie same, jak w przypadku instytucji posiadających osobowość prawną w Polsce. To nie jest łatwiejsze rozwiązane. Z uwagi na konieczność ustawicznego śledzenia tego, co się dzieje w kwestii regulacji w Grecji i Polsce, raportowania do obu organów nadzorczych - to nie jest także rozwiązanie tańsze.

Inna różnica - depozyty w Polbanku gwarantuje system grecki, co jest nieco mniej korzystne dla klienta niż w przypadku gwarancji polskiego systemu. Oczywiście, w przypadku upadłości banku.

Reklama
Reklama

Przepisy greckiego prawa, dotyczące gwarantowania depozytów, mieszczą się w głównym nurcie rozwiązań europejskich - kwoty gwarantowane są zbliżone do stosowanych przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Poza tym - suma bilansowa EFG Eurobanku Ergasias to około 45 mld euro, wycena giełdowa to około 11 mld euro. Wyniki finansowe są znakomite. Więc nie mówimy o instytucji ani małej, ani słabej.

Rozumiem. Ale czy nie stawia to banku jednak w nieco gorszej pozycji wobec konkurencji na polskim rynku?

Nie ma żadnych wątpliwości dotyczących naszej wiarygodności. Otwarcie mówimy o tym, w jaki sposób są ubezpieczone nasze depozyty. Nie uważamy tego w najmniejszym stopniu za problem.

Jakie są cele, np. jeśli chodzi o liczbę klientów?

My naprawdę jesteśmy skromni. Nie jest naszą praktyką zapowiadanie - trochę nieskromne - co i kiedy będziemy robić. Widzimy szansę w małej powszechności usług bankowych w Polsce. Jest pewna analogia do telefonii komórkowej. Jej upowszechnienie w Polsce też było dość słabe. Aż pojawiła się Heyah - z prostymi, przejrzystymi cennikami i szybko popularność telefonów komórkowych skoczyła. I nadal rośnie. Nie widzę powodu, dla którego nie mogłoby się to powtórzyć w bankowości.

Klienci Polbanku to będą właśnie takie osoby, które nie miały styczności z bankami, czy raczej klienci konkurentów?

Adresujemy ofertę do wszystkich. Zarówno do obecnych klientów banków, jak i do pozostałych osób. Kładziemy nacisk na przejrzystość i zrozumiałość. A także atrakcyjność cenową i to, że pod jednym dachem można otworzyć konto, zrobić przelew czy wziąć kredyt.

Podobnie jak w wielu innych bankach.

Niekoniecznie. W Polsce nastąpiło pewne rozdzielenie, jeśli chodzi o korzystanie z usług bankowych, co jest kosztowne. Bo jeżeli mam depozyt w banku X, wziąłem kredyt w banku Y, kredyt samochodowy w banku Z, a płacę rachunki w instytucji masowych płatności W, to te cztery instytucje mają cztery systemy, ludzi, którzy zajmują się transakcjami. Często mają własne placówki, co też kosztuje. Skutek jest taki, że ta oferta jest mniej atrakcyjna cenowo.

Planowana liczba placówek wskazuje na zamiar działania w dość dużej skali. Jak bank chce dotrzeć do klientów, poinformować ich o tym, że istnieje?

Planujemy kampanię reklamową. Musimy z nią tylko trochę zaczekać. Nie można tworzyć u klienta przeświadczenia, że jest się w stanie zaspokoić jego potrzeby bez odpowiedniej liczby placówek. Potrzebna jest pewna masa krytyczna. Dodam, że to nie będzie 50 placówek.

Więc kiedy zaczniecie się promować?

Spodziewamy się, że jeszcze w tej połowie roku.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama