Wystarczyły dwie sesje, by rynek powrócił na poziomy sprzed cieszącego się złą giełdową sławą Dnia Kobiet. Ten dość dynamiczny zwrot raz jeszcze pokazał inwestorom, że dla GPW kluczowe w tej chwili są nie polityczne harce, ale ceny surowców na światowych giełdach oraz rentowność amerykańskich obligacji, co razem określa atrakcyjność inwestycji na większości emerging markets. Oczywiście negatywnym skutkom politycznej awantury w niektórych przypadkach GPW nie jest w stanie się oprzeć, niezależnie od rynkowego otoczenia, więc temat dalej trzeba uważnie śledzić. Jednak ze świadomością, że z tej strony inwestorzy mogą dostać jedynie negatywne impulsy, a w górę ciągnąć nas muszą inne czynniki.
W środę impulsem było dwudniowe mocne odreagowanie cen surowców, a wczoraj uwaga skupiła się na zmianie rynkowego konsensusu co do terminu i skali podwyżek stóp procentowych w Stanach. Najpierw środowa Beżowa Księga z USA pozwoliła na dobre otwarcie czwartkowej sesji na GPW i rynkach regionu, a dalsze wyjście z konsolidacji górą umożliwiły dane o CPI w USA o 14.30. Wszystko razem przekonało inwestorów, że zacieśnianie polityki monetarnej w USA będzie krótsze i nie pogłębi ostatniego odpływu kapitałów z emerging markets.
Jednocześnie należy pamiętać, że zarówno na rynku surowców, jak i na amerykańskim rynku długu nie mamy do czynienia ze zmianą negatywnej (z punktu widzenia GPW) tendencji, a jedynie z odreagowaniem ruchów, które były podstawą do marcowej przeceny warszawskich indeksów. Należy tak samo traktować wzrost WIG20 z ostatnich dwóch dni. Na razie mamy tylko odreagowanie i powrót do środka tegorocznej konsolidacji. Ani otoczenie, ani styl tego ruchu nie zachęcają do oczekiwania próby choćby tylko ataku na szczyty hossy na kolejnych sesjach.