"Ostatnie dni giełdy w Londynie?" - tytuł artykułu, który ukazał się nieco ponad rok temu w anglojęzycznym wydaniu "BusinessWeeka" był nader wymowny. W sytuacji gdy na stole leżała warta 1,35 mld funtów oferta złożona przez Deutsche Boerse, a zainteresowanie przejęciem wyrażał też sojusz Euronext, dni liczącej ponad 300 lat London Stock Exchange faktycznie wydawały się policzone. Wprawdzie zarząd LSE odrzucił niemiecką propozycję, jednak fuzji z jedną z rywalek nie wykluczał. Akcjonariusze londyńskiej giełdy zacierali ręce, licząc, że Deutsche Boerse i Euronext zaczną licytować się na oferty, dzięki czemu mogliby sowicie zarobić.
LSE wciąż niezależna
Minęło trzynaście miesięcy z okładem i London Stock Exchange wciąż jest niezależna. Deutsche Boerse skapitulowała pod naciskiem swoich własnych akcjonariuszy - starania o przejęcie utratą posady przypłacili wieloletni szef giełdy we Frankfurcie Werner Seifert i szef rady nadzorczej Rolf Breuer. Euronext poprzestał na deklaracjach, a jedynym wyrazem podsycania atmosfery były prowadzone konsultacje z brytyjskimi władzami antymonopolowymi.
28 lutego ostatecznie skapitulował też trzeci chętny na londyńską instytucję - australijski bank inwestycyjny Macquarie, znany z lokowania kapitału w europejskich autostradach i portach lotniczych, który do gry o LSE włączył się zupełnie niespodziewanie. Pierwsze deklaracje Macquarie pojawiły się w połowie sierpnia i aż cztery miesiące trzeba było czekać, by padły wreszcie konkrety. Choć Australijczycy uznali, że skoro powiedziało się "A", to trzeba też dopowiedzieć "B", to jednak ich starania nie miały żadnego wyrazu. Być może dlatego, że nie znaleźli zapowiadanego partnera, który miał im pomóc w przejęciu. Zaproponowali za londyńską giełdę 1,5 mld funtów, gdy jej rynkowa wartość sięgała już 1,6 mld funtów i dalej rosła. Z przecieków wynikało, że Austalijczycy są gotowi znacznie podwyższyć ofertę. Nie podwyższyli. "Zwinęli namioty" - jak to określił "The Economist" - i wycofali się spod bram LSE.
Tylko Euronext i OMX