Reklama

Fala konsolidacji coraz bliżej

Londyn z Frankfurtem? Paryż z Londynem? Frankfurt z Paryżem? Toczą się rozmowy, negocjacje, trwa wymiana poglądów, lecz do konsolidacji największych giełd w Europie wciąż nie doszło. Fala fuzji i przejęć jest jednak tylko kwestią czasu.

Publikacja: 18.03.2006 06:47

"Ostatnie dni giełdy w Londynie?" - tytuł artykułu, który ukazał się nieco ponad rok temu w anglojęzycznym wydaniu "BusinessWeeka" był nader wymowny. W sytuacji gdy na stole leżała warta 1,35 mld funtów oferta złożona przez Deutsche Boerse, a zainteresowanie przejęciem wyrażał też sojusz Euronext, dni liczącej ponad 300 lat London Stock Exchange faktycznie wydawały się policzone. Wprawdzie zarząd LSE odrzucił niemiecką propozycję, jednak fuzji z jedną z rywalek nie wykluczał. Akcjonariusze londyńskiej giełdy zacierali ręce, licząc, że Deutsche Boerse i Euronext zaczną licytować się na oferty, dzięki czemu mogliby sowicie zarobić.

LSE wciąż niezależna

Minęło trzynaście miesięcy z okładem i London Stock Exchange wciąż jest niezależna. Deutsche Boerse skapitulowała pod naciskiem swoich własnych akcjonariuszy - starania o przejęcie utratą posady przypłacili wieloletni szef giełdy we Frankfurcie Werner Seifert i szef rady nadzorczej Rolf Breuer. Euronext poprzestał na deklaracjach, a jedynym wyrazem podsycania atmosfery były prowadzone konsultacje z brytyjskimi władzami antymonopolowymi.

28 lutego ostatecznie skapitulował też trzeci chętny na londyńską instytucję - australijski bank inwestycyjny Macquarie, znany z lokowania kapitału w europejskich autostradach i portach lotniczych, który do gry o LSE włączył się zupełnie niespodziewanie. Pierwsze deklaracje Macquarie pojawiły się w połowie sierpnia i aż cztery miesiące trzeba było czekać, by padły wreszcie konkrety. Choć Australijczycy uznali, że skoro powiedziało się "A", to trzeba też dopowiedzieć "B", to jednak ich starania nie miały żadnego wyrazu. Być może dlatego, że nie znaleźli zapowiadanego partnera, który miał im pomóc w przejęciu. Zaproponowali za londyńską giełdę 1,5 mld funtów, gdy jej rynkowa wartość sięgała już 1,6 mld funtów i dalej rosła. Z przecieków wynikało, że Austalijczycy są gotowi znacznie podwyższyć ofertę. Nie podwyższyli. "Zwinęli namioty" - jak to określił "The Economist" - i wycofali się spod bram LSE.

Tylko Euronext i OMX

Reklama
Reklama

W Europie działa teraz dwudziestu operatorów giełdowych prowadzących rynki akcji i liczba ta nie zmniejszyła się zbyt mocno, mimo że o nieuchronnej konsolidacji mówi się od lat. Do 2001 r. główne giełdy w Europie nie były notowane na rynku publicznym. Choć to nie wykluczało konsolidacji, czyniło ją trudniejszą ze względu na fakt, że były kontrolowane przede wszystkim przez swoich użytkowników, nie miały za zadanie generowania zysków i były traktowane jak aktywa narodowe. Warunki zaczęły się zmieniać pod koniec lat 90., razem z nadejściem nowej technologii, wprowadzeniem euro, postępującą konsolidacją wśród uczestników obrotu giełdowego oraz posunięciom Unii Europejskiej w kierunku harmonizacji rynku finansowego.

W tych okolicznościach Deutsche Boerse i London Stock Exchange zawiązały w 1998 r. sojusz, do którego później przystąpiły także m.in. giełdy w Paryżu, Madrycie i Mediolanie. Miał on doprowadzić do powstania jednolitego rynku giełdowego na obszarze Unii, jednak z czasem przestał istnieć. W 2000 r. giełdy w Londynie i we Frankfurcie ogłosiły fuzję i zamiar utworzenia międzynarodowej giełdy iX, jednak szyki pokrzyżowała im szwedzka spółka OM (protoplasta dzisiejszej grupy OMX), operator giełdy w Sztokholmie, która przedstawiła wrogą - jak się potem okazało nieudaną - ofertę kupna London Stock Exchange.

Stworzenie giełdy iX nie powiodło się. Udany był za to plan stworzenia sojuszu, który stanowił odpowiedź na tamtą inicjatywę. Chodzi o sojusz Euronext, zawiązany w 2000 r. przez giełdy z Paryża, Brukseli i Amsterdamu, który dwa lata później wchłonął jeszcze giełdę w Lizbonie i londyński rynek derywatów Liffe. Drugim przykładem udanych działań konsolidacyjnych jest OMX, czyli grupa powstała w wyniku połączenia parkietów w Sztokholmie i Helsinkach, z czasem powiększona o giełdy ze stolic wszystkich trzech krajów bałtyckich i o giełdę w Kopenhadze.Przymiarką do stworzenia aliansu parkietów Europy Środkowej było wykupienie akcji giełdy w Budapeszcie przez austriacką Wiener Boerse (razem z austriackimi bankami), jednak w tym wypadku za powiązaniem kapitałowym nie poszły jeszcze wspólne rozwiązania operacyjne (nie licząc m.in. współpracy przy sprzedaży giełdowych danych).

Frankfurt bliżej Paryża?

W tercecie trzech największych europejskich giełd wypłynął w ostatnich miesiącach także trzeci możliwy scenariusz, czyli fuzja Euronextu i Deutsche Boerse. Za tą transakcją opowiedzieli się akcjonariusze obu instytucji - w istotnej części wspólni. Do rozmów między prezesem Euronextu Jeanem-Francoise Theodorem i wybranym jesienią nowym szefem giełdy we Frankfurcie Reto Francionim doszło pod koniec zeszłego roku.

Okazały się one bezowocne - na tyle nieistotne, że obie strony uznały, iż nawet nie trzeba o nich informować w giełdowych komunikatach. Do prasy przeciekły jednak kulisy tych rozmów: giełdy nie dogadały się m.in. co do struktury nowej instytucji i jej przyszłej siedziby. Dopiero po kilku tygodniach prezesi oficjalnie zabrali głos - każdy z osobna - i potwierdzili plotki. Równocześnie zaznaczyli, że chcą uczestniczyć w konsolidacji giełd w Europie. Francioni jasno podkreślił, że najwłaściwszy partner to Euronext. I dodał, że... główną siedzibą po ewentualnej fuzji musi być Frankfurt. Kompromis wydawał się daleki, jednak wówczas (22 lutego) nikt jeszcze nie spodziewał się, że wkrótce do akcji wkroczą Amerykanie z Nasdaqa. Zgłoszony przez nich zamiar przejęcia giełdy w Londynie znacząco wzmógł presję do zwarcia szyków przez dwóch pozostałych dużych graczy. Przez ostatnie dni Deutsche Boerse i Euronext nawzajem zapraszają się do rozmów, więc prawdopodobnie wkrótce zostaną one wznowione. Czym skończą się tym razem?

Reklama
Reklama

Warto się łączyć

Konsolidacja giełd ma przynieść sporo korzyści inwestorom. Po pierwsze, dzięki wykorzystaniu jednolitej platformy transakcyjnej w kilku ośrodkach handlu operator może znacznie obniżyć koszty i podzielić się oszczędnościami z uczestnikami rynku. Po drugie, odpada konieczność korzystania z łańcuszka pośredników przy przeprowadzaniu transakcji ponad granicami państw. Po trzecie, rośnie płynność, a co za tym idzie - ryzyko wystąpienia nagłych wysokich zmian notowań akcji poszczególnych spółek zostaje ograniczone. Po czwarte, znika problem fragmentacji obrotu papierami danej firmy - w przypadku gdy przed konsolidacją są one notowane na więcej niż jednym parkiecie.

Dlaczego więc konsolidacja zatrzymała się na kilku roszadach, które doprowadziły do powstania Euronextu i OMX w obecnym kształcie? Dlaczego ani duże, ani nawet mniejsze giełdy nie kwapią się do dalszego łączenia sił, jedynie dyskutując na ten temat?

- O ile kiedyś decydujące znaczenie miała forma własności (giełdy nie były spółkami publicznymi) i kwestie polityczne, polegające na zabezpieczeniu interesu narodowego, to ostatnio najważniejszą rolę odgrywa cena - mówi PARKIETOWI Andrew Mitchell, analityk z londyńskiej firmy Fox-Pitt, Kelton, monitorujący branżę operatorów giełdowych w Europie. To przecież właśnie cena zdecydowała, że Deutsche Boerse nie kupiła giełdy w Londynie - szefowie LSE uznali, że jest ona za niska i odrzucili ofertę, natomiast akcjonariusze operatora giełdy we Frankfurcie - że za wysoka i doprowadzili do odwołania prezesa Seiferta. Również w przypadku australijskiej oferty co do ceny nie było porozumienia.

Zdaniem Andrew Mitchella, jedną z przeszkód na drodze do konsolidacji są też kwestie regulacyjne. W przypadku starań Euronextu i Deutsche Boerse o LSE poszło o sprawy dotyczące usług potransakcyjnych, choć ostatecznie władze antymopolowe w Wielkiej Brytanii zgodziły się na przejęcie - pod warunkiem zapewnienia należytej konkurencji.

Mamoun Tazi, analityk z firmy Man Securities, uważa, że kwestie dotyczące interesu publicznego wcale nie przeminęły. - Giełdy akcji są okrętami flagowymi państw, w których działają, i nie zostaną łatwo oddane. Nie ma woli politycznej do konsolidacji wśród giełd - twierdzi Tazi.

Reklama
Reklama

Faktem jest, że w Europie szerzy się fala protekcjonizmu, czego wyrazem są próby blokowania przejęć firm energetycznych w Hiszpanii i we Francji czy banków we Włoszech. Niemniej jednak w przypadku giełd pojawiło się światełko w tunelu: we wtorek niemiecka kanclerz Angela Merkel i francuski prezydent Jacques Chirac zgodnie stwierdzili, że projekt połączenia Euronextu i Deutsche Boerse jest interesujący i należy mu się bliżej przyjrzeć.Giełdy będą co najmniej dwie

Wśród osób śledzących branżę nie ma konsensusu co do tego, kiedy wreszcie mogą nastąpić przetasowania. - Wątpię, czy jakiekolwiek fuzje będą możliwe chociażby w najbliższych dwóch latach. Giełdowi operatorzy radzą sobie świetnie, wolumeny obrotów na rynkach cały czas rosną i nie ma żadnego przymusu do fuzji. Jeśli, hipotetycznie, giełdy utraciłyby swoją rentowność, to mogłoby sprawić, że fuzje staną się bardziej realne - uważa Mamoun Tazi. Odmiennego zdania jest Andrew Mitchell: - Możemy mieć falę przejęć począwszy jeszcze od tego roku, bo jeśli tylko uda się dograć jedną transakcję, to inni operatorzy znajdą się pod presją i będą na gwałt szukać partnerów, by zrobić użytek z efektów skali i koncentracji płynności.

Zdaniem analityków, jedno jest natomiast pewne: fala przejęć nie doprowadzi do tego, że za kilka lat w Europie będzie działać jedna wielka giełda, na której spotkają się wszyscy inwestorzy z kontynentu. - Będą co najmniej dwie, bo inwestorzy będą chcieli mieć wybór - mówi Mamoun Tazi. Najprawdopodobniej poza kolosami świadczącymi usługi na wielu rynkach, pozostanie też co najmniej kilka giełd regionalnych.

Londyn po amerykańsku

Londyńczykom łatwo udało się obronić przed ofertą niemiecką i australijską, jednak w konfrontacji z Nasdaqiem trudniej będzie im ocalić skórę. Amerykanie na początek zaproponowali 950 pensów za akcję LSE (razem 2,4 mld funtów). To o wiele więcej niż wszystkie dotychczasowe oferty, a cena może jeszcze pójść w górę. Analitycy wyliczyli, że bez szkody dla wyników finansowych Nasdaq może zaoferować nawet 1650 pensów za papier LSE, jeśli będzie płacić w gotówce i własnych akcjach (kluczowe są tu efekty synergii, wynikające z zastosowania m.in. jednolitego systemu transakcyjnego). Szefowej LSE Clarze Furse trudno będzie obronić argument, że tak wywindowana propozycja wciąż "znacząco zaniża" wartość londyńskiej giełdy. Zwłaszcza że Nasdaq może mieć wkrótce po swojej stronie sporą część akcjonariuszy londyńskiego parkietu - jak wynika z prasowych doniesień, dwa ostatnie dni minionego tygodnia szef Nasdaqa Robert Greifeld spędził w Londynie właśnie na spotkaniach z udziałowcami LSE. Do rozmów byli oni skorzy. Czy także do kompromisu w sprawie ceny - pokażą zapewne najbliższe dni.

Reklama
Reklama

Cały czas mówi się też, że o zakup największej giełdy w Europie starać się będzie również bezpośredni konkurent Nasdaqa, jakim jest New York Stock Exchange. Jej szef John Thain łakomym okiem spogląda zresztą nie tylko na LSE, lecz również na inne giełdy naszej części świata. - Będziemy uczestniczyć w konsolidacji giełd w Europie. Byłoby z tego sporo korzyści. Łatwiej byłoby graczom inwestować na obu kontynentach - snuł plany Thain podczas styczniowego Światowego Forum Ekonomicznego w szwajcarskim Davos. Potem, przy różnych okazjach, te zapowiedzi podtrzymywał.

NYSE, największa giełda akcji na świecie, przeszła właśnie rewolucję, w wyniku której połączyła się z rynkiem elektronicznym Archipelago oraz - co chyba nawet ważniejsze - przestała być prywatną spółdzielnią dla wąskiej grupy traderów z parkietu, a stała się spółką akcyjną. Od dwóch tygodni papiery nowej firmy, NYSE Group, są notowane na jej własnym parkiecie.

Przekształcenie w spółkę akcyjną postawiło przed nowojorską giełdą nowe zadanie - będzie musiała zarabiać jak najwięcej, bo tego chcą akcjonariusze. Kolejne akwizycje mogą okazać się więc koniecznością. NYSE zyskała też jednak atrybut w postaci możliwości emisji nowych papierów, którymi w każdej chwili każde przejęcie będzie mogła sfinansować.

Giełda w Nowym Jorku przez lata odstawała od swoich europejskich odpowiedniczek w kategoriach przekształceń własnościowych, poszerzania palety produktów dla inwestorów czy rozwoju technologicznego. Za sprawą fuzji z Archipelago właściwie cały ten dystans nadrobiła. - Amerykańskie giełdy rozglądają się po swoim rynku i na polu międzynarodowym, a NYSE ma szczególną chęć wykorzystania szansy, jaką dał jej debiut na rynku publicznym - twierdzi Andrew Mitchell z Fox-Pitt, Kelton.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama