Najważniejszą cechą wczorajszej sesji jest z pewnością wartość obrotu, która przekroczyła 1,5 mld złotych. Do godziny 14.50 można było od biedy zakładać, że to jest dobra wiadomość dla posiadaczy długich pozycji. Problem w tym, że ważny jest przebieg całej sesji, a ostatnia godzina notowań rozwiała nadzieje na to, że mamy na rynku poważne zakupy z myślą o biciu rekordów. Nie zmienia tego fakt, że wczoraj wygasały kontrakty serii marcowej.
Rynek wyglądał na stosunkowo mocny, co było nieco zaskakujące, jeśli się miało w pamięci poprzednie dni, gdy ceny rosły właściwie bez większego wsparcia ze strony kapitału. Wczoraj przemieliło się go znacznie więcej, ale górny cień na świecy dziennej sprawia, że to podaż może czuć się zwycięzcą potyczki. Radość niedźwiedzi powinna być stonowana, podobnie jak powinna być stonowana radość byków w pierwszej części sesji. Zauważmy, że ostatnia zwyżka cen faktycznie nie zmieniła sytuacji technicznej rynku, a jedynie utrzymała status quo. Już od dwóch miesięcy przebywamy na tym samym poziomie. Im dłużej to trwa, tym jest to bardziej niebezpieczne dla hossy, której sygnałów końca jeszcze wprawdzie nie było, ale przecież to kwestia czasu. Żaden trend nie trwa wiecznie. Na razie kluczowe dla niego wsparcia w ostatnich dwóch miesiącach nie zostały naruszone.
Sądząc po wielkości bazy, można przypuszczać, że wątpliwości co do wiarygodności zwyżki mam nie tylko ja. Ujemna baza na nowej serii kontraktów jest tego przejawem. Paradoksalnie to raczej może pomóc bykom. Trzeba się z tym pogodzić, choć taki styl zwyżki pozostawia wielki znak zapytania co do jej charakteru i szans na poważne sukcesy w walce z rekordowymi poziomami. Myślę, że to dobry moment, by się zastanowić, czy warto się w taki rynek angażować.