Jak ocenia Pan rzetelność kontroli procesu prywatyzacji sektora spirytusowego, jaką przeprowadziła NIK?
Pozytywnym wnioskiem z tej kontroli jest na pewno wskazanie na opóźnienia w prywatyzacji sektora. Powinna się ona odbyć szybciej i wcześniej. Według mnie prawidłowy jest też wniosek, iż obniżenie akcyzy na alkohol w 2003 roku pomogło w prywatyzacji Polmosów, wpłynęło na uatrakcyjnienie przedsiębiorstw z tej branży i wzrost ich wartości. W raporcie z kontroli jest jednak jedna poważna wada: NIK, oceniając proces prywatyzacji, abstrahuje od warunków rynkowych. I ta wada powoduje, że wiele kolejnych wniosków jest błędnych.
Jakie konkretnie wnioski ma Pan na myśli?
NIK zarzuca resortowi skarbu niedowartościowanie sprzedawanych Polmosów, przez co Skarb Państwa miałby na ich prywatyzacji ponieść straty. Jednak Izba szacuje wartość prywatyzowanych spółek na podstawie wpływów uzyskanych za sprzedaż ostatnich Polmosów, np. zakładu z Białegostoku, i na tej podstawie wylicza, ile powinny kosztować spółki sprzedawane wcześniej. Tymczasem oczywiste jest, że Polmos sprzedawany na początku całego procesu prywatyzacji będzie dużo tańszy niż ten sprzedawany później. Stąd wniosek, że najpierw powinno się sprzedawać spółki mniej wartościowe po to, by później zarobić więcej na najcenniejszych aktywach. Ale to już nie jest zarzut do NIK-u, tylko do rządu, który przyjął błędną strategię prywatyzacji. To była wielka pomyłka. Stąd teraz resort ma problem ze sprzedażą ostatnich Polmosów, które dysponują znikomym udziałem w rynku i nie mają znanych i cennych marek.
A czy zgadza się Pan z zarzutem, iż Polmos Lublin przepłacił za prawo do Wódki Żołądkowej Gorzkiej? NIK wylicza, że w wyniku tej transakcji spółka z Lublina straciła ponad 9 mln zł.