Sejm zajmie się dziś projektem ustawy o dopłatach do kredytów mieszkaniowych. Według danych GUS, w 2005 r. rozpoczęto w Polsce budowę 102 tys. mieszkań. Wydano 116 tys. pozwoleń na budowę. Czy dzięki wsparciu rządu tegoroczne statystyki będą lepsze?
Trudno, by już w 2006 r. efekty były widoczne. Program rządu zakłada budowę 1,5-1,8 mln mieszkań w ciągu ośmiu lat. Na tyle też szacujemy obecny deficyt nowych lokali. Ale pamiętajmy, że rząd nie jest fundatorem mieszkań, jest jedynie regulatorem rynku mieszkaniowego. Jeżeli coś możemy zrobić, to oddziaływać na popyt i na podaż odpowiednimi instrumentami prawnymi.
Eksperci oceniają, że spłata połowy odsetek za obywateli to zbyt mało, aby pobudzić rynek.
Oceniamy, że dzięki ustawie mieszkania znajdzie 350 tys. osób. Szacowaliśmy bowiem, że przy 25-letnim kredycie na mieszkanie za 100 tys. zł, przy którym rata wyniesie 660 zł, dopłata zmniejszy spłaty do około 510 zł na miesiąc. To daje 150 zł oszczędności, porównywalne z kosztami tańszego czynszu za takie mieszkanie. Daje też większą zdolność kredytową. Nie od razu jednak efekt będzie widoczny. Spodziewamy się, że z pomocy skorzysta około 15 tys. rodzin na starcie. Potem coraz więcej, aż do 35-50 tys. rocznie.
Skąd wezmą się pozostałe mieszkania? Mówił Pan o 1,5 mln w osiem lat. Do tej pory w Polsce oddawano rocznie 100-110 tys. lokali.