Ubiegły tydzień przyniósł stosunkowo silny wzrost, zarówno na giełdach amerykańskich, jak i środkowoeuropejskich. Jak pokazały jednak ostatnie sesje, i w jednym, i w drugim przypadku popyt zdaje się powoli wyczerpywać. Obecnie wiele wskazuje na rozpoczęcie kilkutygodniowej korekty na amerykańskim rynku i co najmniej kilkumiesięcznych spadków na giełdach środkowoeuropejskich.
W ciągu ostatnich sesji S&P 500 aż czterokrotnie testował długoterminowy opór w strefie 1305-1310 punktów. Dopiero we wtorek rynek poddał się i nastąpiły spadki, w ramach których indeks powrócił w okolicę niedawno przełamanych szczytów ze stycznia i lutego bieżącego roku. Tym samym cały czas można mieć nadzieję, że ostatni spadek jest tylko ruchem powrotnym, po którym na rynek ponownie powróci wzrost. Choć teoretycznie taki scenariusz jest możliwy, to jednak stawiam na kontynuację zniżki w średnim horyzoncie czasowym. Przemawia za tym również układ średnioterminowych oscylatorów, którym wciąż daleko do stref wyprzedania. Uważam, że dopóki kilkuletnia linia oporu biegnąca w okolicy 1310 punktów nie zostanie przełamana, należy zakładać kontynuację spadków. Dopiero pokonanie wspomnianego oporu wygenerowałoby sygnał kupna o średnioterminowym charakterze.
Ubiegły tydzień na rynkach środkowoeuropejskich przyniósł odreagowanie po silnych spadkach z pierwszej połowy marca. Choć do ostatnich maksimów wciąż jeszcze brakuje kilku procent, to jednak wszystkie trzy główne indeksy regionu mocno się do nich zbliżyły. Najprawdopodobniej jednak korekta zbliża się ku końcowi i na rynek wkrótce ponownie powrócą spadki. Potwierdzeniem ich długoterminowego charakteru będzie przełamanie ostatnich lokalnych minimów z połowy bieżącego miesiąca. Jeśli rzeczywiście tak się stanie, należy przygotować się na rozpoczęcie co najmniej półrocznego ruchu w dół. Teraz, scenariusz ten mógłby unieważnić, a właściwie jedynie nieco odwlec w czasie, przełamanie szczytów z przełomu lutego i marca bieżącego roku. A w to, szczerze mówiąc, nie za bardzo wierzę.