Do najważniejszych reform należy zaliczyć przede wszystkim zmiany w składach rad nadzorczych, tak aby stawały się bardziej niezależne od menedżmentu, oraz powiązanie wynagrodzeń dyrektorów z wynikami finansowymi firm, którymi przyszło im kierować.

Ankieta, przeprowadzona wśród 100 dyrektorów generalnych spółek na zlecenie Business Roundtable, ekskluzywnego klubu dyrektorów kierujących firmami, których łączne roczne przychody przekraczają 4 bln USD, wskazuje wyraźnie, że wielkie korporacje nie pozostały obojętne na skandale związane z upadkiem Enronu i WorldComu. - To znacząca zmiana, u której podstaw znajduje się pragnienie upowszechnienia dobrych obyczajów korporacyjnego zarządzania - uważa Steve Odland, prezes Business Roundtable, a zarazem dyrektor generalny sieci Office Depot. - To znaczący postęp, ale pozostaje jeszcze bardzo wiele do zrobienia - komentuje z kolei w "USA Today" wynik ankiety Charles Elson, dyrektor Weinberg Center for Corporate Governance przy Uniwersytecie Delaware.

W ubiegłym roku aż 57 proc. dużych firm wzmocniło mechanizmy wiążące wysokość wynagrodzeń szefów firm z osiąganymi wynikami finansowymi oraz wartością rynkową akcji. W stosunku do 2004 r. oznacza to wzrost aż o 17 proc. Jeszcze większy postęp zanotowano w radach nadzorczych. Aż 91 proc. dużych firm miało w ub.r. niezależnego szefa rady albo jednego z jej członków. To o 20 proc. więcej niż rok wcześniej. Wciąż jednak w wielu spółkach stanowisko szefa rady (chairman) łączone jest z funkcją dyrektora generalnego (CEO), przez co ma on decydujący wpływ na porządek obrad.

Z ankiety wynika także, że większość spółek zaabsorbowała już koszty wprowadzenia ustawy Sarbanesa-Oxleya, zaostrzające reguły prowadzenia ksiąg rachunkowych w spółkach publicznych. Ponad połowa badanych uważa, że w tym roku koszty związane z nowymi regulacjami będą niższe niż w latach ubiegłych, a tylko 6 proc. spodziewa się wzrostu wydatków.

Nowy Jork