Likwidacja terenowych delegatur Ministerstwa Skarbu Państwa to jeden ze sztandarowych pomysłów PiS-u na tanie państwo. Utrzymanie 13 takich jednostek kosztuje każdego roku ok. 6,3 mln zł. Takie mniej więcej oszczędności miało przynieść ich rozwiązanie, bo wedle pierwotnego pomysłu PiS, kompetencje delegatur miała przejąć centrala ministerstwa bez zwiększania zatrudnienia. Okazuje się jednak, że nie jest to ani proste, ani tanie. - Nie wyobrażam sobie, by pracownicy ministerstwa jeździli w delegacje i załatwiali sprawy, które dziś prowadzą pracownicy delegatur. Na pewno nie będzie to tańsze - tłumaczył posłom z sejmowej komisji minister skarbu Wojciech Jasiński.

Kierownictwo resortu nie rezygnuje jednak z likwidacji delegatur. Minister W. Jasiński deklaruje, że chce, aby wszystkie terenowe oddziały MSP przestały istnieć. Nie wiadomo jednak, kiedy to nastąpi. - W najbliższym czasie spotkam się z wojewodami i będę ich przekonywał, by sprawy prowadzone przez delegatury przejęły urzędy wojewódzkie - mówi szef resortu skarbu. To oznacza jednak konieczność wprowadzenia poprawek do rządowego projektu nowelizacji ustawy o zasadach wykonywania uprawnień przysługujących skarbowi państwa, nad którym pracuje już Sejm. Na pewno będzie się także wiązało ze zwiększeniem zatrudnienia w urzędach wojewódzkich. Wygląda więc na to, że oszczędności wcale nie będą takie duże, jak pierwotnie planowano. No i likwidacja delegatur nie zostanie przeprowadzona wcześniej niż na początku przyszłego roku. Na razie posłowie z komisji dali czas resortowi skarbu na przygotowanie analizy całego procesu i odpowiedniej poprawki do końca czerwca. Przekonują też ministra W. Jasińskiego, by wycofał się z tego pomysłu. - Pracujący tam ludzie dobrze znają prowadzone przez siebie sprawy i z mojego doświadczenia wynika, że nie pracują źle. Jeżeli rezygnacja z tych oddziałów nie przyniesie dużych oszczędności, to nie widzę powodu, by to robić - powiedziała Małgorzata Ostrowska, posłanka SLD, była wiceminister skarbu.