Notowania kontraktów terminowych w całym mijającym tygodniu pokazują brak wiary uczestników rynku we wzrost. Kurs serii czerwcowej wypadał poniżej indeksu, a różnica ta była niemała - w czwartek wyniosła około 50 pkt. Mimo negatywnych przewidywań spekulantów indeks rósł przez ostatnie dwie sesje.

W piątek w czasie sesji WIG20 osiągnął wartość 2875 pkt, zbliżając się tym samym do minutowego maksimum sprzed tygodnia. A porównując zamknięcia wypadł nawet lepiej! Mamy zatem statystycznie najwyższe zamknięcie od 7 marca. I tylko statystyczne, bo pamiętajmy, że w miniony piątek indeks gwałtownie zniżkował w końcówce sesji, głównie za sprawą dwóch banków, których fuzja była wtedy omawiana z polskim rządem. Kontrakty tymczasem zaledwie zbliżyły się do wartości sprzed tygodnia.

Sytuacja na rynku jest nadal patowa, a to wróży kontynuację trendu bocznego. Inwestorzy zagraniczni powstrzymują się od decyzji zakupu bądź sprzedaży. Ruchy cen następują w rytm zmian nastrojów na światowych giełdach. Nawet słabnąca w piątek złotówka nie miała wpływu na WIG20, no chyba że pozytywny na KGHM, który się rozlicza w dolarach. Obroty są stosunkowo niskie. Wykresy sugerują możliwość budowania trójkąta, a futures to dyskontują, nie chcąc podążać bezcelowo za rosnącym indeksem.

Gumka spinająca kontrakty z WIG20 jest teraz dosyć luźna, bo do wygasania zostało pełne 3 miesiące. Będzie raczej trudno zarobić w zarysowującym się trendzie bocznym. Zmiany indeksu o 50 pkt będą się przekładać na 20-pkt ruchy futures. Lepiej zatem przeczekać konsolidację i zająć pozycję po wybiciu. W którą stronę ona nastąpi - nie sposób prognozować tak samo jak tego, co Sejm uchwali w nadchodzących tygodniach.