Giełda z polityką ma sporo wspólnego, więc oceniając zachowanie rynku w ostatnim tygodniu również najprościej skorzystać z politycznej terminologii. Tak samo bowiem jak w polityce w maju nic się nie zmieni i obecne rozgrywki są tylko biciem politycznej piany, tak samo cały ostatni tydzień na giełdzie był takim biciem "giełdowej piany". Zmiany w odniesieniu do poprzedniego tygodnia są kosmetyczne. Co ciekawe, patrząc tydzień temu na giełdowy kalendarz, takie rozwiązanie przewidywała większość analityków. Za to już po spadkach w połowie tygodnia dominowało oczekiwanie nowych minimów i trwalszych spadków, a z kolei końcówka tygodnia przyniosła diametralnie odwrotne emocje. W trendzie bocznym inwestorzy bardzo szybko, za szybko, zamieniają strach na nadzieję.
W dobrą końcówkę tygodnia oczywiście nie należy wliczać ostatniej godziny piątkowej sesji. To zupełnie osobny temat, który też wiele wnosi do oceny odreagowania spadków z początku tygodnia. Skoro do tak dynamicznego oddania części wzrostów wystarczyło słabe zachowanie jednego z rynków emerging markets (Turcja gwałtownie spadła o blisko 3%), to samo to jest wyraźnym przykładem, że nie mieliśmy w ostatnich dniach do czynienia z zakupami zwiastującymi atakowanie szczytów hossy, a było to jedynie odreagowanie.
Co dalej? Niestety, ani napływające wiadomości, ani opisane zachowanie rynku nie dają mi podstaw, by zmienić neutralne nastawienie. W kolejnym tygodniu uwaga inwestorów skupi się na bankach centralnych, choć brak obniżki ze strony RPP i podwyżka stóp w USA są przesądzone. Języczkiem uwagi będzie treść komunikatu po posiedzeniu FOMC, bo niespodzianka z tej strony wywołałaby gwałtowny ruch na amerykańskich obligacjach i walucie, a to bardzo szybko znajdzie odzwierciedlenie na emerging markets.