Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 26.03.2006 16:06

W tym tygodniu Polsce dostało się za opóźnienia z procesie wdrażania zmian

mających na celu osiągnięcie zamierzeń strategii lizbońskiej. Jak pamiętamy

jej pierwotna treść, by kraje unii były najbardziej konkurencyjną strefą na

świcie została skorygowana do nieco mniej ambitnego zapisu, że kraje unii

będą jedynymi z najbardziej konkurencyjnych stref na świecie. Sama zmiana

Reklama
Reklama

treści nie zmieniła oczywiście stanu faktycznego, że obciążony polityką

socjalną kolos nie zmieni się w krótkim czasie gospodarczego geparda. Wymaga

to poważnych zmian, na które po prostu nie ma przyzwolenia, a zatem

pozostaje mieć tylko nadzieję, że zmiany będą zachodzić, choć nie ma się co

łudzić, że będą one dynamiczne.

W raporcie CER Polska pod względem wdrażania gospodarczej strategii wzrostu

Reklama
Reklama

znajduje się na 26. miejscu. Nasz kraj jest choćby za Bułgarią i Rumunią,

które mają dopiero członkami unii zostać. Głównymi zarzutami pod adresem

Polski jest: wysokie bezrobocie, utrudnienia dla zagranicznych inwestorów,

zawiłość systemu podatkowego, niewielkie i spadające nakłady na badania i

rozwój. Patrząc na tą wyliczankę łatwo jest dojść do wniosku, że skokowej

zmiany jakościowej nie da się uzyskać.

Reklama
Reklama

W odpowiedzi rząd przedstawił przyjęty w grudniu 2005 r. 3-letni Krajowy

Programu Reform. Jego zadaniem jest właśnie osiągnięcie celów, jakie stawia

przed nami wspomniana już strategia lizbońska. Program ten zyskał pozytywną

ocenę Komisji Europejskiej, chociaż wytknęła on braki dotyczące harmonogramu

i instytucji odpowiedzialnych za realizację. Wynika więc z tego, że mamy tu

Reklama
Reklama

do czynienia z dwoma wirtualnymi bytami. Z jednej strony zbiór pobożnych

życzeń odnośnie konkurencyjności krajów unii, która ma być osiągnięta za

dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a z drugiej kolejny zbiór życzeń bez

harmonogramu realizacji.

Mimo braku harmonogramu, zdaniem przedstawicieli rządu, realizacja programu

Reklama
Reklama

została rozpoczęta. Resort gospodarki przygotował m.in. projekt nowelizacji

ustaw o swobodzie działalności gospodarczej i o specjalnych strefach

ekonomicznych, a także zmiany prawa energetycznego. Zdaniem wiceministra

Andrzeja Kaczmarka, który ze strony rządu sprawę referował, wyraźna poprawa

konkurencyjności polskiej gospodarki wymaga czasu. "Jest to perspektywa lat

Reklama
Reklama

2007 - 2013." Szkoda, że rząd nie pracuje równie aktywnie nad możliwością

liberalizacji rynku pracy, lub zmniejszeniem obciążeń związanych z

zatrudnianiem czy też prowadzeniem działalności gospodarczej. Zabawne, że

inne kraje uważane na konkurencyjne nie mają problemu z zatrudnieniem.

Pytanie do decydentów, co jest wynikiem czego? Czy konkurencyjność poprawia

sytuację na rynku pracy, czy też rynek pracy poprawia konkurencyjność?

Stany Zjednoczone nie muszą tworzyć dokumentów podobnych do strategii

lizbońskiej, bo to właśnie one są gonione. Czy sukces gospodarki

amerykańskiej (mierzony choćby poziomem bezrobocia) to wynik wielkich i

ambitnych reform, czy też po prostu faktu m.in. liberalnego podejścia do

zatrudnienia. Faktem jest, większość pracowników żyje świadomością, że może

zostać zwolnionych, ale też nie ma problemu ze znalezieniem pracy, bo nikt

nie boi się zatrudnić pracownika nawet na kilka dni. Jak ma się do tego fakt

ostatnich zamieszek we Francji, gdzie studenci protestują w sprawie zmiany

sposobu zatrudniania młodych osób. Okazuje się, że problemem jest to, że

młody człowiek nie dostaje na starcie umowy na czas nieokreślony, że wymaga

się od niego okresu próbnego, a przecież mody człowiek "potrzebuje poczucia

komfortu i bezpieczeństwa". Skoro takie niewielkie zmiany wywołują takie

gwałtowne reakcje to można się tylko obawiać, coą projektu jest

skłonienie do zatrudnienia większej liczby osób z grup znajdujących się w

"niekorzystnej sytuacji", inwestowanie w pracowników i w innowacje

ekologiczne. Przeciwnicy tej inicjatywy są zdania, że będzie to narzędzie do

budowy pozytywnego wizerunku przez nieuczciwych przedsiębiorców. Tym

bardziej, że firmy, które złożą takie deklaracje, właściwie nie będą w żaden

sposób kontrolowane. Na szczęście komisarz ds. przedsiębiorstw i przemysłu,

Guenter Verheugen, oświadczył, że nie sądzi, by tak się działo. To ma

załatwić sprawę. Komisarz sądzi więc problemu nie będzie. Wiara w siłę

władzy jest po prostu imponująca. Można się zastanawiać, gdzie tu

konkurencyjność? Czy takie wzorce mamy przerzucać na własny grunt?

Na naszym podwórku o konkurencyjność przedsiębiorstw walczy się rodzimym

sposobem - bez udziału rynku. Koronnym przykładem jest to męczony od

kilkunastu lat "program restrukturyzacji górnictwa węglowego". Grube

miliardy naszych podatków zostały utopione w tej branży, a końca nadal nie

widać. Prognozy na ten rok są fatalne i to mimo tego, że w ciągu ostatnich

dwóch lat były warunki rynkowe, które umożliwiały poprawę sytuacji. Cztery z

siedemnastu kopalń, które wchodzą w skład Kompanii Węglowej w tym roku

przyniesie ponad 130 milionów złotych strat. Poprawy nie należy się

spodziewać, bo pojawiła się informacja, że w planie techniczno-ekonomicznym

przekazanym radzie nadzorczej zarząd Kompanii Węglowej twierdzi, że nie

planuje likwidacji kopalń, aby "nie drażnić związkowców". Czytając takie

wypowiedzi można się zapytać, za co zarząd bierze pieniądze, jeśli nie jest

w stanie dokonać wymaganych sytuacją zmian? Ile jeszcze naszych pieniędzy

zostanie wpompowanych w to coś, czego nie można zmienić, bo ewentualne

zmiany mogą "drażnić związkowców"? Ile czasu jedna grupa pracownicza będzie

szantażować resztę kraju? Utrzymywanie takiego molocha jest naprawdę

korzystne pod względem realizacji strategii lizbońskiej?

Sytuacja wręcz kuriozalną jest fakt możliwości powrotu do pracy w kopalniach

osób, które podpisały wcześnie zobowiązanie, że tego nie uczynią w zamian za

średnio 37 tyś złotych odprawy. Ze 100 tyś osób, które w latach 1998-2001

odeszło z górnictwa prawie 37 tys. wzięło takie odprawy. Kosztowały one

budżet państwa blisko 2 mld zł. Pieniądze pochodziły z kredytu udzielonego

przez Bank Światowy. Teraz okazuje się, że formalnie wspomniany zakaz

zatrudnienia wygasł już z końcem 2002 r., gdy przestała obowiązywać ustawa z

czasu rządów AWS! Według władz spółek węglowych w znowelizowanej ustawie, na

lata 2003-06, zakaz obowiązuje "na zasadzie domniemania". Przecież to jest

jakaś kpina. Niestety nie należy się spodziewać kolejnej komisji śledczej w

tej sprawie, gdyż istnieje ryzyko, że mogłoby to "drażnić związkowców".

Na gruncie amerykańskim z takim przerostem opieki socjalnej mamy do

czynienia w przypadku General Motors. Teraz pracownicy tego koncernu mają

możliwość odejścia wraz z 130 tyś dolarów w kieszeni. Kurs spółki w

ostatnich latach ma tendencję spadkową, co jasno pokazuje, z jakimi

problemami może spotkać się firma biorąca udział w globalnym procesie

konkurencji, a będąca obciążona balastem, na jaki sobie inni nie pozwalają.

Można tylko powiedzieć, że na szczęście dla Stanów Zjednoczonych problem GM

nie jest normą i gospodarka jakoś się rozwija, co potwierdził ostatnio Ben

Bernanke, nowy szef Fed. Jego zdaniem obserwowane ostatnio niewielkie

odwrócenie krzywej rentowności nie jest sygnałem spowolnienia gospodarczego.

Można to było odebrać jako pocieszenie, ale miało to też poważniejsze

konsekwencje. Wypowiedź Big Bena szybko została zinterpretziej ryzykownych lokat na rynkach

wschodzących. Ma to oczywiście przełożenie na poziom notowań naszych

obligacji i naszej waluty. W tym tygodniu, po wypowiedzi szefa Fed, ta

ponownie traciła na wartości.

Wpływa to nie tylko na rentowność lokat w aktywach złotówkowych, ale także

ma silny wpływ na poziom kosztów długu zaciągniętego w walutach obcych. Już

teraz niepokoić może wysoka dynamika wzrostu tych kosztów w przypadku

zadłużenia zagranicznego państwa. Po dwóch miesiącach został osiągnięty

poziom 27,9 proc. wydatków prognozowanych na cały rok. Zauważmy, że przecież

złoty jeszcze jakoś drastycznie się nie stracił na wartości (patrząc w

dłuższym terminie). Co się stanie jak złoty spadnie o kolejne parę procent?

Co się stanie, gdy kurs euro osiągnie uważany przez premiera Marcinkiewicza

za należyty poziom 4,2 złotego, lub też uważany za należyty przez przyszłego

wicepremiera Leppera poziom 4,5 złotego? Czy ulga i poprawa sytuacji

eksportów będzie taka znacząca, że przełoży na dynamiczny wzrost

gospodarczy? Można wątpić. Inna sprawą jest pytanie, co będą robić

inwestorzy zagraniczni, gdy złotówka nadal będzie tracić? Czy zasadnym jest

założenie, że będą oni spokojnie się przyglądać malejącej wartości swojej

inwestycji?

W takich okolicznościach nie może dziwić, że trwająca od ponad czterech lat

hossa utknęła na ponad dwa miesiące. To rodzi pytania. Jeśli popyt jest tak

silny, jak zadaje się wskazywać płytkość tej dwumiesięcznej korekty, to

dlaczego nie widać silnych zakupów i parcia w górę? Trzeba bowiem zauważyć,

że popyt wprawdzie utrzymuje ceny, ale nie można powiedzieć, by były to

poważne zakupy. Jedną z kilku próbek tej sytuacji mieliśmy w ubiegłym

tygodniu, gdy kursy oddalały się do wsparć przy stosunkowo niskim obrocie.

Ten spokój ostatnich tygodni skłania do wycofania się z tezy o możliwości

kreślenia formacji trójkąta rozszerzającego się. To nie jest atmosfera,

która by temu sprzyjała. Tym samym coraz bardziej prawdopodobnym wydaje się

scenariusz lekko pochylonego w dół kanału. Idąc tym tropem można przyjąć, że

ewentualne wybicie ponad jego obszar powinno dać ruch podobny wielkością do

wysokości kanału Wykres_1.gif W efekcie nowy szczyt (okolice 3150) nie byłby

znacznie oddalony od poprzedniego, a po stylu wzrostu będzie można próbować

określić, czy jest to już faktyczny koniec hossy. Obecna konsolidacja daje

nadzieję na takie wybicie. Przeszkodą pozostaje aktywność, która dla dodania

wiarygodności ruchu powinna być większa. W przeciwnym wypadku do wybicia nie

dojdzie, a wahania w ramach kanału będą się przeciągać.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama