- Nie. Kto lubi?
Waham się, czy przyznać się kandydatowi, że ja także w sposób świadomy używałem manipulacji w stosunku do niego. Świetnie mi poszło, skoro już zmienił pracę i tryska radością. Mógłbym mu powiedzieć, że nim manipulowałem, m.in. w czasie finalizacji negocjacji. Używałem podstawowej i prostej techniki dmuchania na zimne. Kiedy kandydat skłonny jest zaakceptować 100 jako wynagrodzenie, a pracodawca dać mu tyle, wtedy ja mówię kandydatowi, że 90 to maksimum tego, co może pozyskać. Z drugiej strony, mówię klientowi, że musi być gotowy oferować 110. Kiedy dochodzi do ich spotkania bez udziału pośrednika, mogą w pełni cieszyć się własnym zwycięstwem. Głupio? Oczywiście, upraszczam, ale wiele razy mogłem się przekonać, że kiedy nie stosuję tej techniki, to ani klient, ani kandydat nie są zadowoleni, kiedy uzgodnią stawkę, o którą pierwotnie im chodziło, czyli 100. A kiedy pracownik i pracodawca nie cieszą się, podając sobie ręce, to kiepsko wróży na przyszłość. Czy to jest manipulacja? Poniekąd tak. Wpływam na zachowania innych bez ich świadomości. Czy to źle? Nie, ponieważ mój zamiar jest uczciwy, a co najmniej spójny z ich zamiarem dochodzenia do obopólnej zgody.
Decyduję się na ostrożniejszy krok i odbijam piłeczkę:
- Pan nie lubi manipulować? A jak pan przekonuje innych?
- To nie jest manipulacja. To jest sztuka wywierania wpływu.
- Na przykład?