W układzie tygodniowym kontrakt pozostaje wciąż w horyzontalnym obszarze, wyznaczonym przez dolne ograniczenie konsolidacji w rejonie 2750 i dwa szczyty, które otarły się o barierę 3000 pkt. Zakończenie piątkowej sesji nastąpiło jednak poniżej środka czarnego korpusu z początku marca, w związku z czym zwolennicy tezy o korekcyjnym charakterze ubiegło tygodniowej zwyżki nie utracili argumentów na poparcie swoich twierdzeń.

Przed sesją poniedziałkową wykres dzienny przedstawiał się również niejednoznacznie. Pochodna znowu stanęła o krok za indeksem. Oto bowiem na wykresie godzinowym indeks przekroczył już linię marcowej bessy, ale kontrakty tego nie uczyniły. W poniedziałek pokusa zagrania na emocjach i wykorzystania tego dysonansu była niezwykle silna. Zmniejszona o 25 pkt. w stosunku do czwartkowych notowań baza, nie ułatwiała jednak głównego zadania tj. ataku na centrum trendu horyzontalnego, reprezentowane przez środki długich czarnych świec sprzed 4 i 8 tygodni. Nic dziwnego, że zamiast emocjonującej rozgrywki oglądaliśmy nudną sesję z niewielką zmiennością i symbolicznym obrotem na rynku kasowym. Warto jedynie odnotować, że w cenach zamknięcia to nowe maksimum 4-dniowego impulsu. Na wykresie świecowym pojawiła się konsolidacyjna doji.

Nie dajmy się jednak zwieść pozorom, sytuacja jest szalenie napięta, przy czym zdecydowanie silniejszymi nerwami wykazać się muszą grający na spadki. Jest to bowiem starcie 10-miesięcznej wzrostowej tendencji z liczącym sobie niespełna miesiąc trendem spadkowym. Zważywszy powrót wykresu pochodnej ponad EMA-55, RSI powyżej równowagi, sygnał kupna na MACD i wcześniejszy na Stochastic Fast, obstawiający spadki są w bardzo trudnej sytuacji.