Pierwsza sesja nowego tygodnia miała być senna i taka faktycznie była. Dlaczego miała? Wpływały na to dwa czynniki. Pierwszym był brak poważniejszych publikacji danych makro, a drugim przesunięcie względem czasu w USA, które skutkowało wyskoczeniem momentu rozpoczęcia sesji za oceanem z okienka czasowego notowań w Warszawie. Z tym drugim czynnikiem będziemy się borykać przez cały tydzień.

Poniedziałkowa cisza rynkowa wynikająca z braku danych makro, to jedno, ale wynikała ona także w faktu, że dziś na rynku pojawi się ważna informacja dotycząca amerykańskich stóp procentowych, co skutecznie zmroziło wszelki światowy handel. Notowania na głównych rynkach zmniejszyły amplitudy wahań w oczekiwaniu na komunikat, jaki ma zostać opublikowany po posiedzeniu FOMC. Sama decyzja co do wysokości stóp procentowych jest już "przewidziana" i w pełni zdyskontowana. Niewiadomą pozostaje treść wspomnianego komunikatu. Zapoznając się w nią wszyscy będą doszukiwać się wskazówek, które mają za zadanie pomóc w odpowiedzi na pytanie, ile jeszcze podwyżek stóp czeka amerykańską gospodarkę. Po wypowiedziach szefa Fed, Bena Bernanke z ubiegłego tygodnia można dojść do wniosku, że wielce prawdopodobna decyzja o podwyżce stóp nie będzie ostatnią w ramach trwającej obecnie sekwencji zacieśniania polityki pieniężnej w USA.

Łatwo się domyśleć, że z technicznego punktu widzenia wczorajsza sesja niczego nie zmieniła. Przebywamy w środku konsolidacji, a więc każdy ruch jest teraz możliwy. Ograniczeniami tego ruchu są granice konsolidacji (lekko spadający kanał). Wzrost wydaje się mało przekonujący. Styl zakupów jest słaby, a tym samym raczej nie można liczyć, że atak na szczyty zakończy się sukcesem. Być może rynek jeszcze raz obniży loty, by później rosnąć już w lepszym stylu.