Na sesji otwierającej tydzień nie wydarzyło się nic interesującego. Choć właśnie trzeba odnotować fakt, że tak niskich obrotów (375 mln zł) na dwudziestu papierach z indeksu nie mieliśmy od grudnia, a dokładniej od okresu między świętami i Nowym Rokiem.

Przez niemal całą sesję obserwowaliśmy indeks pełzający w bardzo wąskim, bo zaledwie 12-to punktowym kanale - między 2850 a 2862 pkt. Nie potrzeba było zatem wiele gotówki, aby w końcówce, a dokładniej w ostatnich 10 minutach spowodować wybicie, oczywiście w cudzysłowiu, bo jego wartość prognostyczna przy tak znikomym obrocie jest niewielka.

Jednak na wykresie w układzie dziennym powstała dosyć sympatycznie wyglądająca biała świeca. Mamy kolejne najwyższe zamknięcie od kilku tygodni i w perspektywie wzrost do najbliższego oporu na 2908 pkt. Takiego scenariusza nie można wykluczyć, bo jak widać podaż się cofnęła. Same tylko OFE są w stanie pociągnąć rynek.

Poszczególne papiery z indeksu WIG20 też się doskonale wpisują w schemat wyczekiwania. Pomijając te mniejsze, niemal wszystkie znajdują się w jakimś bocznym kanale. Wyjątkiem jest KGHM. Wysokie ceny miedzi i umacnianie dolara spowodowały wzrost spółki już 3-cią sesję z rzędu. Jednak zamknięcie na poziomie niemal 80 zł oznacza zbliżanie się do historycznego maksimum - 83,50 zł. Tu nastąpi dopiero prawdziwa próba sił. Ciekawie wygląda też PGNiG, którego kurs rósł ostatnio po podwyżkach cen gazu i znalazł się blisko linii oporu, której przebicie staje z każdą sesją bardziej prawdopodobne.

Tymczasem nastroje na szerokim rynku są dobre, a nawet bardzo dobre. Wracają na giełdę środki przepłoszone z niej przez politykę. Po kilku tygodniach od ostrej, typowej dla spekulantów korekty, mniejsze, "midwigowe" spółki nabrały przyspieszenia. Tu koniunktura może jeszcze potrwać, choć trudno przewidzieć jak się zachowa zagraniczny kapitał na wieść o zawiązaniu koalicji z Samoobroną. Jeśli zareaguje, to spadki staną się udziałem nie tylko największych papierów.