Reklama

Niepokoi mnie przenika nie polityki na giełdę

Z Wiesławem Rozłuckim, prezesem Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie rozmawia Grzegorz Uraziński

Publikacja: 29.03.2006 08:08

Pamięta Pan pierwszą sesję?

Oczywiście. Pamiętam ją bardzo dobrze. To było historyczne wydarzenie. Towarzyszyły nam wtedy bardzo duże emocje. Po 52 latach giełda wznowiła działalność. Rynek, czyli inwestorzy poprzez swoje zlecenia kupna i sprzedaży ustalili wartość notowanych przedsiębiorstw. Sala notowań była pełna. Pamiętam, dostałem wtedy zaproszenie na posiedzenie rządu, gdzie odczytałem oficjalny komunikat z pierwszymi kursami.

Fixing odbył się bez zakłóceń?

Tak, pierwsze notowanie przebiegło w sposób prawie idealny. Jeżeli dobrze pamiętam, papiery czterech spółek: Exbudu, Kabli, Próchnika i Tonsilu wzrosły w stosunku do ceny z oferty publicznej, a Krosna zniżkowały. Już pierwszego dnia rynek pokazał, że nie wszystko rośnie i nie wszystko spada.

Buty się wtedy kleiły do świeżo polakierowanego parkietu. Niektórzy mówią, że to była największa wpadka Wiesława Rozłuckiego jako szefa GPW...

Reklama
Reklama

Nie wykluczam, że tak było. Jeżeli to jest uznawane za moją największą wpadkę, to kupuję w ciemno tę wersję.

Tak na marginesie. Pamiętam, jak przygotowywaliśmy salę notowań. Zwróciliśmy się wtedy - chyba do telewizji - o zrobienie kilku zdjęć. Co ciekawe, telewizja była nastawiona już tak komercyjnie, że zapytano nas, ile my za to zapłacimy? Na to ja im odpowiedziałem, że to będzie historyczny moment, że nie dość że my im nie będziemy nic płacić, to jeszcze oni będą szczęśliwi, jak będą mogli upamiętnić te chwile. W mojej pamięci na zawsze pozostanie to niesamowite wrażenie, kiedy wszedłem na salę, która ku mojemu zaskoczeniu była pełna, a wszyscy całkowicie skoncentrowani na sesji i wynikach.

Niepowodzenia, które zapadły Panu w pamięci?

Na pewno takim traumatycznym wydarzeniem był jedyny dzień w historii giełdy, kiedy nie działały komputery. Jest to do dziś wspominane. Najwyraźniej ludzie przyzwyczaili się do wysokiego poziomu naszej techniki tak bardzo, że jedyną awarię pamiętają nawet po kilkunastu latach. Gdybyśmy mieli je co kwartał, to prawdopodobnie tamto wydarzenie nie pozostałoby w pamięci. A tak jest zapisane również w mojej.

Ważnym wydarzeniem był też krach giełdowy z 1994 r. i nasza decyzja o zniesieniu widełek.

Decyzji o zniesieniu widełek nie zalicza Pan chyba do błędów?

Reklama
Reklama

Oczywiście, że nie. To jest raczej jedna z tych decyzji, o których długo się nie zapomina. Zapadła dwa dni przed jej wprowadzeniem w życie. Oznajmiliśmy to uczestnikom rynku. Byliśmy mocno krytykowani. Nasłuchaliśmy się, że sesja zakończy się katastrofą. To był niezwykle ciężki okres. Ostatecznie okazało się, że postąpiliśmy słusznie.

A co z rozpoczętymi projektami, które albo z różnych przyczyn nie zostały zakończone, albo nie przyniosły oczekiwanego efektu?

Tu wymieniłbym przede wszystkim podejmowane od lat próby przekształceń własnościowych. Ale w tym przypadku to nie zarząd giełdy jest głównym rozgrywającym. Choć też ma coś do powiedzenia. Aktywność GPW uwarunkowana jest wizją i planami właściciela - Skarbu Państwa.

Prywatyzacja - w formie uzgodnionej z głównym właścicielem i środowiskiem rynku kapitałowego stanowiła zawsze istotny element myślenia strategicznego GPW. Moim zdaniem, dobrym modelem właścicielskim jest własność interesariuszy, czyli tych wszystkich podmiotów (w tym Skarbu Państwa), które mają interes w rozwoju warszawskiej giełdy.

Pojawiają się zarzuty, że wcześniej nie dążył Pan tak bardzo do prywatyzacji giełdy jak teraz, choć były ku temu okazje. Nie lobbował Pan za tym.

Zgoda. Nie lobbowałem. Moje zaangażowanie w świecie politycznym nie było duże. To można uznać za wadę, choć ja tego tak nie odbieram. Włączenie się w świat polityki oznacza nieodwracalne zmiany.

Reklama
Reklama

Kiedyś rozmawiałem na ten temat z Krzysztofem Lisem i on też był zdania, że robiłem mniej niż mogłem. Po pewnym czasie, gdy wszedł do rady nadzorczej giełdy i sam się zmierzył ze środowiskiem politycznym, wówczas spojrzał na moje działania z innej strony i przyznał mi rację. PA co z giełdą w Budapeszcie? Odmówił Pan współpracy, gdy pojawiła się taka propozycja?

To nieporozumienie - nie mogłem odmówić współpracy, bo nie było propozycji. Gdy się pojawiła taka pogłoska, zacząłem się zastanawiać, czy czegoś nie zapomniałem. Kilka dni temu zadałem nawet pytanie wiceprezesowi budapeszteńskiej giełdy. Potwierdził, że z ich strony nie było żadnej konkretnej propozycji współpracy.

Wróćmy do projektów, które nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Np. ETF-y, czyli instrumenty, dzięki którym krajowi inwestorzy mogli uzyskać ekspozycję na indeksy zagraniczne. Miały być kilka lat temu, nie ma do dziś.

Faktycznie nie udało się tego zrealizować. Proszę jednak pamiętać, że to są instrumenty zwykle emitowane przez podmioty rynkowe. Potencjalni emitenci, po analizie głębokości rynku, nie zdecydowali się - mimo bardzo daleko idących zachęt GPW - na uplasowanie takiego produktu na polskim rynku. Być może był to projekt przedwczesny. Ja bym chciał już mieć te instrumenty na parkiecie, ale najwyraźniej moje oczekiwania są nadmierne.

A rynek instrumentów pochodnych? Rozwinęły się tylko kontrakty na indeks WIG20.

Reklama
Reklama

Nie tylko, także opcje indeksowe. Proszę pamiętać, że jak się wprowadza instrumenty pochodne, to jeden na pięć, sześć się udaje, a inne pozostają w cieniu lub są wycofywane. Takie jest doświadczenie największych giełd na świecie. Wydaje mi się, że mieścimy się w tym standardzie. Rynek kontraktów na WIG20 okazał się sukcesem przekraczającym nasze oczekiwania. Rynek opcji na indeks rozwija się i można na niego patrzeć z umiarkowanym optymizmem. Kontrakty na obligacje z uwagi na różne regulacyjne, niezależne od nas, kwestie na razie nie mogą zaskoczyć. Opcje na akcje potrzebują jeszcze czasu. I ten cały obraz, moim zdaniem, jest lepszy niż przeciętnie na świecie. W Europie Centralnej (włączając Austrię) jesteśmy niekwestionowanym liderem. Nie deprecjonujmy własnych sukcesów.

Czyli, to że inne instrumenty się nie rozwijają to zasługa rynku?

Nie wydaje mi się, żeby w infrastrukturze GPW czy KDPW były jakieś systemowe błędy, które mimo popytu na pewne produkty utrudniały ich rozwój.

Przypomnę dawną krytykę kontraktów indeksowych. Za wysokie depozyty, zła wartość kontraktów i kroków notowań, brak wielu zleceń... równocześnie zachwalana była warszawska giełda towarowa. I teraz po paru latach widać, gdzie pochodne się rozwinęły, a gdzie nie.

Poza tym sukces wielu instrumentów zależy od dobrych animatorów. Takich, którzy kwotują na wąskich spreadach. Z tym u nas cały czas jest kłopot. Wiele instrumentów pochodnych - jak dobre wino - wymaga dojrzewania.

Reklama
Reklama

Jak w 1991 r. wyobrażał Pan sobie giełdę za 15 lat?

Nie wyobrażałem sobie. Wtedy myślałem o tym, co będzie następnego dnia. Tempo, które nam towarzyszyło, wymagało nawet pewnej improwizacji i nie było czasu na zastanawianie się co będzie za 15 lat.

Rynek rozwijał się zgodnie z oczekiwaniami?

Obroty przekroczyły moje oczekiwania. Choć początkowo myślałem, że liczba spółek będzie większa. Oczekiwałem, że firmy będą hurtowo wchodzić na giełdę, że 200 spółek będziemy mieli po kilku latach. Z dzisiejszej perspektywy widzę jednak, że jeżeli my mamy 250 spółek, a Węgry i Czechy mają po 50 notowanych firm, to i tak jest bardzo dobrze. Liczy się też dynamika na tle tendencji europejskich - przypomnę, że w ostatnich dwóch latach utrzymujemy się w pierwszej trójce w Europie pod względem debiutów nowych spółek.

Trzy osoby, które Pana zdaniem wywarły lub wciąż wywierają największy wpływ na rozwój polskiego rynku kapitałowgo?

Reklama
Reklama

Nie chcę się wypowiadać. Szczególnie jeżeli oczekuje pan nazwisk.

Na którym miejscu postawiłby Pan siebie?

Tym bardziej nie odpowiem.

Powtórzę dwa pytania, które 5 lat temu zadał Panu już dziennikarz PARKIETU. Co uznaje Pan za największe osiągnięcie naszego rynku?

Zbudowanie giełdy na profesjonalnych podstawach zgodnych z europejskim modelem rynku stworzenie wysokich standardów organizacji obrotu, ale także kultury organizacyjnej wewnątrz Giełdy jako instytucji.. Nie chciałbym wskazywać pojedynczych rzeczy. Ja od początku starałem się zaszczepić kult profesjonalizmu i myślę, że wszyscy moi pracownicy mogą to potwierdzić. Również tego oczekuję od instytucji wokół giełdy. Wydaje mi się, że to się udało zrobić.

Tak na marginesie. Zostałem zaproszony na 15-lecie giełdy w Budapeszcie. Ile ja się tam nasłuchałem pochwał na temat naszego rynku wypowiadanych jako punkt odniesienia dla rynku węgierskiego. Tego się u nas chyba nie doczekam.

Wada, która ciąży rynkowi, blokuje jego rozwój?

Nie widzę fundamentalnych powodów utrudniających rozwój rynku. Myślę, że obecne rezultaty dobrze o tym świadczą.

Jest Pan wiceprzewodniczącym komitetu roboczego Europejskiej Federacji Giełd (FESE), mógł być przewodniczącym - gdyby nie zmiany w zarządzie GPW.

Tak. Przyjęta praktyka mówi, że po pewnym czasie - z reguły po dwóch latach - wiceprzewodniczący staje się przewodniczącym. No i teraz jest ze mną pewien kłopot- - nominacja jest imienna i nie podlega kontynuacji przez kolejnego prezesa zarządu GPW.

Jakie znaczenie dla naszego rynku ma obecność prezesa GPW we władzach FESE?

Przede wszystkim prestiżowe i promujące polski rynek kapitałowy. Wejście do władz międzynarodowej federacji pokazuje pewne znaczenie danego rynku. Dla wielu inwestorów Polska nadal jest małym krajem, dla niektórych jeszcze wschodzącym i w związku z tym część z nich nie przekazuje tutaj swoich pieniędzy. Wiele rzeczy zmienia ich postawę, wśród nich może być też to, że ważną osobą w Federacji jest właśnie prezes polskiej giełdy.

Pomówmy w takim razie o promocji polskiego rynku kapitałowego na arenie międzynarodowej. Panu przypisuje się w tym duży udział. Czy w tej kwestii jest jeszcze coś do zrobienia?

Działań promocyjnych nigdy nie jest za wiele. Na Węgrzech np. inwestorzy zagraniczni generują 70 - 80 proc. obrotów, u nas o połowę mniej. Dlaczego zatem nie mieliby mieć większego udziału?

Promocja powinna być kierowana na umacnianie przekonania, że nasz rynek jest największy spośród wszystkich krajów akcesyjnych, że jest bardzo dobrze uregulowany i zorganizowany. Co prawda nadal jest rynkiem małym, ale o dużym potencjale. Wysokie tempo wzrostu, wyższe niż w zachodniej Europie utrzyma się przecież u nas przez najblizsze lata. Obecność spółek zagranicznych na naszej giełdzie jest również świadectwem wysokiej marki naszego rynku za granicą.

Gdyby w lutym zarząd nie "wychylił się" i nie zwrócił uwagi Skarbowi Państwa, że zmieniły się regulacje i że prezesa GPW trzeba wybrać wcześniej - przed upływem kadencji obecnego zarządu - być może nie byłoby tematu zmian personalnych w kierownictwie giełdy...

Może by nie było. Źródłem mojego działania jest interes spółki. Tym interesem jest terminowa zmiana władz. Jako prezes zarządu mam obowiązek tego pilnować. Bez względu na to, co się stało, nie żałuję tej decyzji.

Ale wtedy akcjonariusze mogliby się obudzić zbyt późno, żeby urządzać konkurs na prezesa, i być może powierzyliby Panu kierowanie GPW przez kolejne trzy lata. Tym bardziej że sygnały były takie, że obecna ekipa rządząca nie ma Panu nic do zarzucenia...

To by znaczyło, że przedkładam swój interes nad interes spółki. Takie myślenie jest mi obce.

Kiedy dowiedział się Pan o pomyśle wyboru prezesa w drodze konkursu?

Dzień przed walnym zgromadzeniem - pierwszą jego częścią.

Wcześnie był Pan zainteresowany kandydowaniem na kolejną kadencję...

Tak. Rozważałem plusy i minusy i pierwsza reakcja była pozytywna.

Zmienił Pan zdanie nt. prywatyzacji GPW, nie chciał Pan drażnić rządzących?

Ja cały czas powtarzam to samo co miesiąc i trzy miesiące temu. Mogę jeszcze raz powtórzyć. Przekształcenia własnościowe mogą wspierać realizację naszych celów strategicznych, ale źle przeprowadzone - mogą zaszkodzić. Przekształcenia własnościowe idące w dobrym kierunku, korzystnym dla giełdy, można przeprowadzić tylko razem z głównym akcjonariuszem. Trzeba go przekonać do konkretnych wizji, a jeżeli to się nie udaje, to szkoda dalej o tym mówić.

Można sobie oczywiście wyobrazić strategię taką, jak pan Wołodyjowski, który wysadził się na znak protestu w twierdzy kamienieckiej. To zależy od natury: jedni się lubią wysadzać, inni nie. Jeżeli widzę, że jakaś strategia ma zerowe szanse realizacji, to szukam nowych rozwiązań.

Dlaczego zrezygnował Pan z ubiegania się o fotel prezesa?

Nie ma jednego głównego powodu. W ostatnich tygodniach czynniki negatywnie wpływające na moją decyzję zaczęły przeważać nad tymi pozytywnymi. Nie chcąc nikogo urazić, mogę jedynie powiedzieć, że z niepokojem obserwuję stopniowe przenikanie polityki do giełdy. Chciałbym, aby wybór członków zarządu i rady giełdy odbywał się zgodnie z obowiązującymi w Unii Europejskiej praktykami korporacyjnymi. Dotyczy to również spółek notowanych na GPW. Myślę, że jest tu jeszcze sporo do zrobienia w kwestii form, zwyczajów, procedur.

Poza tym, proszę zauważyć, że rynek kapitałowy opiera się na stabilnych i wiarygodnych podstawach. Giełda jest instytucją zaufania publicznego. Natomiast środowisko polityczne rządzi się zupełnie innymi prawami - ma swoja dynamikę, zmieniające się opcje i koncepcje gospodarcze. Te dwa światy nie powinny się wzajemnie przenikać.

Inne powody?

Do minusów zaliczyłbym też zbyt długi proces decyzyjny. W pierwszych latach szybko podejmowało się odważne decyzje i było na to przyzwolenie wszystkich uczestników rynku. Dziś można powiedzieć, że każda decyzja musi być żmudnie negocjowana, lobbowana. Proces decyzyjny znacznie się wydłużył. To jest krępujące i niezgodne z moją naturą.

Zastanawiał się Pan kiedyś, w jakich okolicznościach rozstanie się z GPW?

Tak. Jeżeli chodzi o okoliczności, to mogę powiedzieć, że obawiałem się gorszych. Jestem wdzięczny losowi, że oszczędził mi - na razie - niesprawiedliwych ocen. Jeżeli mówimy o reakcjach na moją rezygnację, o opiniach ludzi z rynku, a nawet polityków, to jestem mile zaskoczony. W tym kontekście trudno sobie wymarzyć lepsze odejście. Dziękuję wszystkim za miłe słowa...

Pierwsza sesja pod kierownictwem Wiesława Rozłuckiego to 5 spółek, 4 tys. zł obrotu i WIG na poziomie 1000 pkt. Jak będzie, albo jak chciałby Pan, żeby wyglądała ostatnia?

Pierwsza sesja była symboliczna. Ostatnia nie będzie miała ze mną wiele wspólnego. Rynek jest na tyle duży, dojrzały, że osoba kierująca parkietem nie ma już takiego znaczenia jak dawniej.

Czy zatwierdzanie zmian w zarządzie GPW przez Komisję Papierów Wartościowych i Giełd to dobry pomysł? Niektóre osoby twierdzą, że może to zaszkodzić giełdzie. Że ustępujący prezes, który musi pełnić stanowisko jeszcze przez 2-3 miesiące do czasu objęcia funkcji przez nowego, będzie się wstrzymywał od jakichkolwiek decyzji, zostawiając je następcy? Następca, zanim coś podpisze, będzie potrzebował czasu na wdrożenie się...

Nie rodzi to u mnie sprzeciwów ani obaw. Ja swoje obowiązki będę rzetelnie wykonywał do ostatniego dnia pracy na giełdzie.

Zdąży Pan skończyć wszystkie projekty do czerwca?

Nie. Ja chciałbym wiele projektów przekazać mojemu następcy. Ufam, że będzie to profesjonalista, ufam, że będziemy utrzymywać dobre stosunki. Z mojej strony mogę to zapewnić z pełnym przekonaniem.

Profil idealnego kandydata na prezesa GPW...

Profesjonalista, który nie będzie się musiał uczyć giełdy. Tu można zostać wciągniętym w jakieś ważne decyzje pierwszego dnia po objęciu urzędowania i dlatego musi to być osoba dobrze przygotowana, która nie boi się podejmować decyzji - to jest ważne - i umie je podejmować. Przez profesjonalizm rozumiem też przejrzystość i nieposzlakowaną uczciwość. Nie ma mowy o jakichś układach.

Jakieś konkretne nazwiska?

Jest co najmniej kilka takich osób. Po kilkunastu latach stworzyła się u nas cała branża i są także osoby profesjonalne, z doświadczeniem. Nie wiem natomiast, czy byliby zainteresowani objęciem stanowiska prezesa giełdy. Proszę jednak nie pytać mnie o nazwiska.

Jakie wyzwania czekają nowego prezesa?

Można wymienić trzy zadania. Zwiększenie znaczenia rynku kapitałowego w gospodarce polskiej. Myślę, że osiągnięcie kapitalizacji giełdy na poziomie 50 proc. PKB jest do osiągnięcia nawet wcześniej niż w 2010 r. Druga sprawa to umocnienie naszej pozycji w Europie Centralnej - już teraz jesteśmy liderem w regionie pod względem liczby notowanych spółek, liczby nowych spółek, obrotów instrumentami pochodnymi. Chciałbym, aby giełda warszawska była liderem we wszystkich kategoriach. Trzecim wyzwaniem jest utrzymanie profesjonalizmu w zarządzaniu giełdą i instytucjami rynku kapitałowego.

Jak zagospodarować pieniądze, które leżą na kontach giełdy?

Trzeba zdecydować pomiędzy kapitałową ekspansją albo zwróceniem ich akcjonariuszom.

Za czym byłby Wiesław Rozłucki?

Szukałbym możliwości ekspansji.

Zacznie Pan inwestować na giełdzie?

Nie zastanawiałem się jeszcze nad tym.

A akcje GPW? Kupi je Pan w ofercie publicznej?

Myślę, że tak. Liczę też, że jako długoletniemu pracownikowi jakieś akcje będą mi przysługiwały.

I proszę tu nie negować praw osób zatrudnionych na giełdzie. To miałoby być przecież 3-4 proc. całej puli. Otrzymaliby je ludzie, którzy tworzyli tę instytucję od podstaw. Akcje pracownicze im się uczciwie należą.

Podjął już Pan decyzję, gdzie będzie pracować po odejściu z GPW?

Nie.

Ale oferty napływają?

Napływają. Sam się też tym interesuję.

W jakiej roli by się Pan widział?

Nie wykluczam w tej chwili niczego. Przyznam jednak, że tak jak giełda była dla mnie kiedyś czymś zupełnie nowym, tak teraz równie dużej zmiany już się nie podejmę. Myślę, że moje nowe zajęcie będzie związane z rynkiem kapitałowym.

Ambasador polskiego rynku kapitałowego?

Dlaczego nie? Na to, że będę ambasadorem rynku, możecie państwo liczyć zawsze.

Gdyby powstało coś na wzór proponowanej przez GPW fundacji Warsaw City, której celem miałby być rozwój polskiego rynku kapitałowego, to czy będzie Pan zainteresowany stanięciem na jej czele?

Zdecydowanie tak.

Przyjmie Pan zaproszenie do rady nadzorczej GPW, gdyby je Pan otrzymał?

Powiem tylko tyle, że nigdy nie odmówię współpracy dla dobra rynku kapitałowego.

Kiedyś w wywiadzie dla PARKIETU mówił Pan, że w 1989 r. planował rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej w postaci biura maklerskiego. Czy coś z tych planów zostało? Widzi Pan siebie w roli prezesa domu maklerskiego?

Tak jak powiedziałem. Nie chcę nic wykluczać. Dom maklerski paradoksalnie byłby powrotem do korzeni. Nie powiem, że zostałem prezesem GPW wbrew mojej woli. Odbyło się to jednak wbrew moim pierwotnym zamiarom. Nigdy nie myślałem, że pójdę w tym kierunku. Chciałem założyć własną firmę. Co więcej, nawet poczyniłem do tego przygotowania - kupiłem mieszkanie przy ul. Marszałkowskiej, w którym miałem urządzić biuro maklerskie.

Ale przepraszam, gdzie to biuro miałoby funkcjonować, jak nie było giełdy?

I tu był problem. Ktoś musiał ją stworzyć. Krzysztof Lis złożył mi wtedy propozycję nie do odrzucenia. Myślałem, że prezesem będę przez chwilę, a później wrócę do tego, co chciałem robić pierwotnie. Potoczyło się to jednak trochę inaczej. Ta "chwila" potrwała 15 lat. Koniec końców podjętej decyzji nie żałuję. Zawodowo czuję się w pełni usatysfakcjonowany, no może z wyjątkiem aspektu finansowego.

A gdyby było tak, że prezesa giełdy nie uda się wyłonić w konkursie i że ktoś ważny w państwie przyjdzie do Pana i poprosi, żeby zmienił Pan zdanie?

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.

Dziękuję za rozmowę

Wiesław Rozłucki, prezes GPW

- w latach 1973 - 1979 pracownik naukowy w Instytucie Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN;

- 1990 r. - doradca ministra finansów w Biurze Pełnomocnika Rządu ds. Przekształceń Własnościowych;

- 1990-1991 r. dyrektor Departamentu Rozwoju Rynku Kapitałowego w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych;

- Od 1991 r. do dziś prezes zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie;

- 1991-1993 r. doradca ministra przekształceń własnościowych;

- 1991-1994 r. członek Komisji Papierów Wartościowych;

- 1993-1995 r. członek Rady ds. Rozwoju Gospodarczego przy Prezydencie Rzeczpospolitej Polskiej;

- od 1994 r. do dziś członek Komitetu Roboczego Międzynarodowej Federacji Giełd Papierów Wartościowych (WFE);

- od 1999 r. członek Komitetu Roboczego Europejskiej Federacji Giełd (FESE), a od 2005 r. wiceprzewodniczący Komitetu Roboczego i członek Rady Wykonawczej FESE;

- od 2003 roku do dziś przewodniczący Rady Programowej Harvard Business Review Polska;

- od 2004 r. członek grupy konsultacyjnej przy Komitecie Europejskich Regulatorów Rynku Papierów Wartościowych CESR;

- od 2004 r. członek Rady Rynku Kapitałowego przy Ministrze Finansów.

Prezesa GPW oceniają:

Jacek Bartkiewicz,

prezes BGŻ,

były przewodniczący

rady nadzorczej GPW

Rządy Wiesława Rozłuckiego to był 15-letni okres samych tylko sukcesów warszawskiej giełdy. Najlepiej świadczą o tym dwa ostatnie lata, najkorzystniejszy czas w całej historii GPW. Czy moja i prezesa Rozłuckiego opinie o dalszym rozwoju rynku kapitałowego się różniły? W tej chwili nie warto mówić o detalach.

Jarosław H. Kozłowski,

przewodniczący KPWiG

Polski rynek kapitałowy miał wielkie szczęście do ludzi, którzy mieli pomysł na jego budowę. Jednym z nich był bez wątpienia Wiesław Rozłucki. Prezes Rozłucki miał pomysł na giełdę i udało mu się go zrealizować. Być może dlatego, że giełda przez wiele lat była poza głównym nurtem zainteresowania polityki.

Nawiązując do modnej ostatnio oceny III RP, trzeba stwierdzić, że GPW to jeden z największych sukcesów ostatniego 15-lecia, zaś prezes Wiesław Rozłucki ma w tym sukcesie ogromny udział.

Powszechną prawdą jest stwierdzenie, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale w przypadku Wiesława Rozłuckiego - w mojej opinii - mamy do czynienia z wyjątkiem od tej reguły.

Emil Wąsacz,

prezes Stalexportu, minister skarbu

państwa w rządzie Jerzego Buzka

Moja współpraca z Wiesławem Rozłuckim trwa nieprzerwanie od 9 lat. Przez pierwsze trzy lata nadzorowałem jego działania jako minister skarbu państwa. Wówczas minister skarbu mógł odwołać prezesa giełdy. Nie uczyniłem tego, co świadczy o tym, że moja ocena jego działań była pozytywna. Utworzenie giełdy warszawskiej było pracą pionierską. Teraz, gdy jestem prezesem giełdowej firmy, nadal współpracujemy. Byłem przekonany, że tak będzie dalej. Kto miałby zastąpić Wiesława Rozłuckiego - trudno mi powiedzieć. Jestem aktywny na giełdzie, ale nie na giełdzie nazwisk. Mogę jednak wymienić cechy, które, moim zdaniem, powinna posiadać osoba kierująca GPW. Po pierwsze - powinna być apolityczna, nie związana z żadnym ugrupowaniem (choć wszystko wskazuje na to, że spełnienie tego warunku będzie trudne). Po drugie - powinna znać się na rynku kapitałowym. Po trzecie - być wizjonerem i mieć wyczucie, bo GPW stoi obecnie na rozdrożu i czeka na odpowiedź co dalej: sojusz czy prywatyzacja.

Andrzej Mikosz,

prawnik (Hogan and Hartson), były minister skarbu

Decyzja Wiesława Rozłuckiego o niekandydowaniu na kolejną kadencję w takiej sytuacji, w jakiej został postawiony, budzi mój głęboki szacunek. Kazano mu startować w konkursie i po 15 latach pracy dla polskiego rynku kapitałowego udowadniać, że posiada odpowiednie kwalifikacje. Nie twierdzę przy tym, że nie byłbym zwolennikiem zmian w zarządzie giełdy, ale nie o tyOsoba, która zajmie stanowisko prezesa GPW, powinna mieć dużo odwagi i dogłębną znajomość i doświadczenie na rynku kapitałowym. Czy powinna być apolityczna? A co to znaczy? Ani mnie, ani rynku kapitałowego nie interesują poglądy polityczne takiej osoby. Interesują mnie jej kompetencje jako menedżera. Byłem ministrem skarbu. Czy jestem polityczny? Czy nie nadawałbym się na stanowisko prezesa GPW? To pytania retoryczne, bo nawet nie przyszło mi do głowy, aby kandydować.

Grzegorz Zalewski,

Inwestor, Futures.pl

Ten zarząd stworzył mocne podstawy polskiego rynku kapitałowego, ale nie rozumiał, na czym miałoby polegać jego rozwinięte stadium. Dowody to nieprzemyślane decyzje, takie jak na przykład krytykowane wprowadzenie trzech linii notowań przy starcie WARSET-u, od których stopniowo odchodzono, czy nieprzemyślane zmiany godzin notowań kontraktów terminowych i akcji. Trzeba było toczyć długie boje o proste sprawy.

Zdarzyła się też przynajmniej jedna sytuacja, w której widać było wpływ polityki na decyzje zarządu GPW: zawieszenie notowań akcjami BIG BG na 2-3 tygodnie przy okazji próby przejęcia przez Deutsche Bank.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama