Trudną sytuację na rynku pracy oraz niskie wskaźniki wzrostu wielu Niemców wiązało z dużą atrakcyjnością inwestycyjną Polski, Czech i Węgier. Dyskusja o przenoszeniu się firm za Odrę wybuchła na nowo po tym, jak na początku marca producent urządzeń gospodarstwa domowego AEG zdecydował się zamknąć swoje zakłady w Norymberdze i uruchomić fabryki w Polsce. "W 2005 r. inwestycje bezpośrednie w nowych krajach członkowskich utrzymywały się na umiarkowanym poziomie" - uspokaja swoich rodaków Bundesbank.
Credit Suisse również ma dobre wieści dla Niemców. Jego eksperci twierdzą, że są oczywiście sektory, które z dużym prawdopodobieństwem uciekną tam, gdzie znajdą tanią siłę roboczą, ale nie można mówić o zjawisku, które będzie miało charakter masowy. - Koszty działalności w Europie Środkowej i Wschodniej nie są aż tak niskie, jak wydawało się jeszcze parę lat temu - powiedział analityk szwajcarskiego banku Neville Hill.
Bundesbank oszacował niemieckie inwestycje bezpośrednie w 2005 r. w nowych krajach UE na 3,5 mld euro. Tymczasem w starej Unii były one ponad pięć razy większe, a na świecie osiągnęły 36,5 mld euro. Eksperci banku twierdzą, że inwestycje w Europie Środkowej i Wschodniej nigdy nie były naprawdę duże. Pod koniec ostatniej dekady zdarzały się lata, kiedy dziesiątka późniejszych członków UE przyciągała maksymalnie 8 mld euro kapitału.
Zdaniem ekonomistów z Credit Suisse, jeżeli uwzględni się produktywność, gospodarki Europy Środkowej i Wschodniej są atrakcyjne tylko w niektórych sektorach. Z pewnością będą napływały do krajów tego regionu inwestycje koncernów motoryzacyjnych, natomiast Niemcy powinni się specjalizować w przemyśle elektromaszynowym i metalowym.
ANKA, ftd.de