Niezależnie z jakiej czasowej perspektywy patrzymy na tegoroczne notowania, to zawsze pojawia się wątek konsolidacji. Wczorajsza sesja nie wyróżniała się na tym tle, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że kontrakty systematycznie od otwarcia osuwały się na nowe minima. Po części to zasługa zawiedzionych nadziei na zmniejszenie bazy, rozciągniętej na poniedziałkowym fixingu, które z każdą godziną notowań zamieniane były w strach o pogłębienie przeceny i powrót do 40-pkt dyskonta wobec WIG20. W międzyczasie indeks od drugiej godziny sesji tkwił cały czas w spokojnym trendzie bocznym. Dopiero końcówka przyniosła pogłębienie sesyjnych dołków.

Osuwanie kontraktów to także po części zasługa rynku tureckiego, który, jak pokazuje doświadczenie ostatnich miesięcy, może stać się kamyczkiem poruszającym lawinę wyprzedaży na emerging markets. Turecki ISE100 spadł prawie o 3,0% testując dołek z 8 marca. W cenach zamknięcia byłyby to poziomy najniższe od pierwszej połowy stycznia. Pozostałe rynki regionu na tę przecenę nie reagują. Tym razem to nic dziwnego, gdyż czekały na posiedzenie FOMC oraz w przypadku GPW także RPP.

Paradoksalnie, z punktu widzenia GPW, znacznie większe znaczenie, mimo wszystko, mają teraz termin i poziom zakończenia podwyżek stóp w USA, a nie decyzje i konferencje RPP. Po pierwsze, ze względu na wiarygodność wysyłanych do rynku komunikatów, a po drugie, ze względu na silną korelację z rynkami regionu, dla których zmiany rentowności amerykańskich obligacji wyznaczają ich "atrakcyjność" dla globalnych funduszy inwestycyjnych. Pisząc komentarz, nie znam jeszcze komunikatu po posiedzeniu FOMC, a reakcja inwestorów w USA trudna jest do przewidzenia, choćby ze względu na osobę nowego prezesa Fed. Rentowność obligacji pokaże kierunek.