- Wciąż jest szansa na to, że resort skarbu osiągnie zapisane w tegorocznym budżecie wpływy z prywatyzacji - powiedział wczoraj minister Wojciech Jasiński w wywiadzie dla Radia PiN. Przypomnijmy, że sprzedaż państwowych firm ma dać w tym roku 5,5 mld zł. Z tego 4,26 mld zł ma trafić bezpośrednio do budżetu.
Jednak na razie swojego optymizmu minister Jasiński nie może podeprzeć faktami. Zgodnie z informacją opublikowaną wczoraj na stronach internetowych MSP, od początku roku do 24 marca wpływy z prywatyzacji wyniosły zaledwie 204,4 mln zł. To jedynie 3,7 proc. całorocznego planu. Z tego do budżetu trafi 151,3 mln zł, co stanowi 3,55 proc. planu.
Prywatyzacja idzie więc jak po grudzie. Sposobem na przyspieszenie może być sprzedaż jednych spółek Skarbu Państwa innym firmom kontrolowanym przez rząd. Przykładem może być sprzedaż akcji Zespołu Elektrociepłowni Bydgoszcz. Wyłączność na negocjacje w tej sprawie otrzymały Elektrownie Szczytowo-Pompowe. 100 proc. akcji ESP należy do PSE, która jest własnością Skarbu Państwa. Gdyby więc transakcja doszła do skutku, MSP dostanie pieniądze, a i tak będzie kontrolować spółkę z Bydgoszczy. PSE w przyszłości mają trafić do nowo tworzonej Polskiej Grupy Energetycznej. Ta też jednak będzie należeć do państwa. Rząd dopuszcza co najwyżej częściową prywatyzację tego koncernu.
Sprzedaż spółki z Bydgoszczy przyniesie kilkadziesiąt milionów złotych. Na większe prywatyzacje firm z sektora energetycznego nie ma co liczyć, bo rząd najpierw chce skonsolidować przedsiębiorstwa z branży. Tymczasem to właśnie sprzedaż spółek energetycznych miała dać gros tegorocznych wpływów. Na prywatyzacji jednego Zespołu Elektrowni Dolna Odra MSP miało zarobić ok. miliarda złotych.
Zaawansowane obecnie prywatyzacje, które mogą być w tym roku sfinalizowane, m.in. Sklejki--Pisz, Polmosów czy spółek Wielkiej Syntezy Chemicznej, dadzą najwyżej 3,7 mld zł.