Minister finansów Aleksiej Kudrin potwierdził wczoraj, że rosyjski rząd przygotowuje strategię inwestycyjną dla dysponującego 56 mld USD funduszu stabilizacyjnego. Utworzono go w 2004 r. i jest na nim gromadzona część wpływów dewizowych z eksportu ropy naftowej. Przy obecnych cenach ropy wpływy te są olbrzymie i na koniec br. na funduszu stabilizacyjnym ma być ponad 75 mld USD, a rok później ponad 146 mld USD. Te rosnące z roku na rok środki mają zapewnić rosyjskiej gospodarce "miękkie lądowanie" w przypadku załamania na rynku ropy. Wpływy ze sprzedaży ropy i gazu to ponad 60 proc. rosyjskiego eksportu.
Kudrin przywołał przykład Norwegii, która z podobnego funduszu inwestuje w obligacje i akcje, notując w 2004 r. 9 proc. zwrotu. Nie powiedział, czy w Rosji rozważa się inwestowanie w akcje, ale stwierdził, że "inwestowanie w obligacje korporacyjne ma być normą w następnym etapie rozwoju funduszu".
Zastępca szefa urzędu rady ministrów Michaił Kopiejkin przed dwoma tygodniami napisał w gazecie "Izwiestia", że Rosja powinna inwestować petrodolary w zagraniczne akcje, obligacje i waluty, aby przyspieszyć wzrost gospodarczy. Obliczył, że gdyby jedną trzecią środków z Funduszu Stabilizacyjnego zainwestować w zagraniczne akcje, to do końca 2008 r. kraj mógłby zarobić na tym ok. 2 mld USD.
Naftowa hossa zwiększa nie tylko wpływy na wspomniany fundusz, ale także rezerwy dewizowe Rosji. Pod względem ich wielkości - 204,1 mld USD - zajmuje ona teraz piąte miejsce na świecie. To pozwala na likwidację przepisu zmuszającego eksporterów do sprzedaży państwu 10 proc. wpływów dewizowych. Obowiązkową sprzedaż walut wprowadzono w 1990 r., gdy ZSRR był na krawędzi katastrofy gospodarczej, a później zmieniano jedynie stawkę. Najwyższa - 75 proc. - obowiązywała w czasie kryzysu z 1998 r. Likwidacja tego przepisu jest częścią rządowego planu zniesienia wszystkich ograniczeń walutowych i wprowadzenia od 1 stycznia swobodnej wymienialności rubla.
Bloomberg