Sytuacja po wczorajszej sesji w zasadzie nie uległa większym zmianom. Aktualnie WIG20 znajduje się w średnioterminowej tendencji zniżkowej, która przybrała formę kanału spadkowego o niezbyt dużym nachyleniu, za to o szerokości prawie 200 punktów. Jego dolne ograniczenie stanowiące zarazem najbliższe poważne wsparcie (strefa 2750-2760 była przekraczana kilkakrotnie "tam i z powrotem", więc jej znaczenie nie jest już chyba tak kluczowe) znajduje się na poziomie 2700 pkt. Zachowanie największych spółek na naszym parkiecie wskazuje, że właśnie tam zmierzamy, choć zbliżający się koniec kwartału i oczekiwanie na tradycyjne "window dressing" może ten proces opóźnić o kilka dni. W połowie marca silne sygnały sprzedaży wygenerowane przez rynek zostały zignorowane, co wyraźnie pokazało, że giełda do dalszej przeceny na razie nie dojrzała. A w każdym razie inwestorzy okazali się odporni i objawów panicznej wyprzedaży właściwie nie było.
Ten fakt każe poważnie zweryfikować wcześniejsze prognozy zakładające spadek WIG20 do poziomu nieco poniżej 2600 pkt. i raczej oczekiwać powolnego osuwania się rynku przez najbliższych kilkanaście sesji. Sprzymierzeńcem "niedźwiedzi" będzie w tym czasie świat naszej polityki, który po raz kolejny funduje inwestorom okres niepewności wraz z całym wachlarzem różnych zagrożeń, począwszy od dylematu: wybory, czy koalicja PiS z Samoobroną. W tym drugim przypadku niewiadomą jest przyszły kształt rządu, los premiera Marcinkiewicza czy (co rynki finansowe interesuje szczególnie) ministra finansów, wicepremier Zyty Gilowskiej, której współpracy z Andrzejem Lepperem w rządzie nikt chyba nie potrafi sobie wyobrazić. Jeśli dodać do tego odpływ kapitału z naszego regionu po wtorkowej decyzji FED, to wiara we wzrosty na GPW może zostać poważnie nadwątlona. Inna sprawa, że dopóki fundamenty gospodarki są mocne, osłabienie koniunktury należy traktować w kategoriach korekty. Sytuacja zmieni się dopiero wtedy, gdy planowana socjalna koalicja zacznie naprawdę "pochylać się" nad losem najuboższych.