Cena ropy naftowej przekroczyła wczoraj w Londynie poziom 65 USD za baryłkę. Jest to poziom najwyższy od początku lutego. Zdecydował o tym wciąż rosnący popyt na benzynę w Stanach Zjednoczonych. Cena tego paliwa jest teraz najwyższa od pół roku, do czego przyczyniło się kilka czynników. W Ameryce trwa sezon okresowych remontów w rafineriach i przestawianie ich instalacji z produkcji oleju opałowego na napędowy. Zmniejsza to produkcję benzyny i w rezultacie jej zapasy spadają od czterech tygodni. Wciąż jednak są o ponad 0,5 proc. większe niż przed rokiem i o prawie 6 proc. wyższe od pięcioletniej średniej.

Rezerwy te jednak nadal mogą topnieć w wyniku doskonałych nastrojów amerykańskich konsumentów. Wskaźnik ich zaufania wzrósł w marcu do poziomu najwyższego od prawie czterech lat. Aż takiej zwyżki nikt się nie spodziewał. A dobra koniunktura gospodarcza może zachęcić Amerykanów do częstszych i dłuższych podróży, co od razu powoduje wzrost popytu na paliwa. O poziomie cen ropy naftowej od dłuższego czasu nie decyduje podaż, która zmienia się w niewielkim stopniu, a właśnie popyt.

Ze strony podaży uczestników rynku może czekać jedynie groźba zakłóceń, tak jak w przypadku obrad Rady Bezpieczeństwa ONZ nad ewentualnymi sankcjami wobec Iranu.

Na Międzynarodowej Giełdzie Paliwowej w Londynie baryłka ropy Brent z dostawą w maju kosztowała wczoraj po południu 65,11 USD w porównaniu z 64,97 USD na wtorkowym zamknięciu i 61,50 USD przed tygodniem.