Informacje o liczbie klientów czy o wielkości powierzonych przez nich w zarządzanie aktywów, zdają się jednym z największych sekretów bankierów prywatnych.
Banki mają powody, by starać się utrzymywać takie informacje w sekrecie. Jednym z nich jest fakt, że usługi private banking mogą znacznie między sobą się różnić - w zależności od tego, na jaki bank trafimy. Zróżnicowanie widać już w minimalnej wartości aktywów (albo wpływów), jaką trzeba dysponować, by móc stać się klientem private banking. W jednym banku minimalny poziom aktywów może wynosić tylko 100 tys. zł, w innym pięć razy więcej. Oczywiście, pierwszemu znacznie łatwiej o dużą liczbę klientów. Inna sprawa, czy równie łatwo o to, by być liderem pod względem wielkości aktywów w zarządzaniu.
Wszyscy chętnie się chwalą, jeśli mogą mówić o sobie jako o liderze, więc sprawa nie jest błaha. O osiągnięcia w zdobywaniu klientów zapytaliśmy wszystkie duże banki sieciowe, a także wybrane mniejsze instytucje. Nie spodziewaliśmy się zbyt wiele, więc odpowiedzi - a właściwie ich brak w większości wypadków - nie były specjalnie zaskakujące.
Dwójka odważnych
Tylko dwie instytucje: BRE Bank i Bank Millennium zdecydowały się poinformować zarówno o liczbie obsługiwanych klientów bankowości prywatnej, jak i wielkości aktywów, którymi opiekują się działy private bankingu. BRE ma takich klientów 8 tysięcy, a aktywa w zarządzaniu sięgają 3,7 mld zł. Z kolei w Millennium klientów private banking jest 6 tys. i mają oni zdeponowane w banku 2,2 mld zł. Jeśli uwzględnić środki na rachunkach inwestycyjnych w biurze maklerskim, to wartość aktywów najlepszych klientów Millennium rośnie do 3,6 mld zł.