Członkom zarządu i rady nadzorczej byłego narodowego szwajcarskiego przewoźnika, akcjonariusza polskich linii LOT, grożą wyroki do pięciu lat więzienia. Zarzuca się im nieuczciwe zarządzanie firmą, fałszowanie dokumentów i złamanie reguł odpowiedzialności opartej na zaufaniu.
Sprawa jest bardzo ważna z emocjonalnego punktu widzenia - twierdzi Roland von Bueren, profesor w instytucie prawa gospodarczego na unwersytecie w Bernie. Wiąże się to z tym, że Swissair posługiwał się godłem narodowym, a jego bankructwo zostało potraktowane jak niewypłacalność kraju.
Prokuratura odpowiedzialnością za krach przewoźnika obarcza winą dyrektorów generalnych Phillippe?a Bruggissera i Mario Cortiego oraz członków rady nadzorczej - Erica Honegera, Thomasa Schmidheiny i Lukasa Muehlmana. Wszystkim stawia zarzut nieuczciwego zarządzania przedsiębiorstwem. Georges Schordert oskarżany jest o fałszowanie dokumentów.
Prokuratura wszczęła postępowanie 5 października 2001 r., tuż po bankructwie Swissair Group, która nie była w stanie spłacić zadłużenia wynoszącego 17 miliardów franków (13 mld dolarów). W wyniku tego największego w historii kraju krachu prace straciło pięć tysięcy osób.
Cortie, były główny finansista Nestle, obecnie mieszkający w USA, winą za krach swojej firmy obarcza bank UBS, który, jego zdaniem, zwlekał z udostępnieniem jej środków finansowych umożliwiających kontynuację działalności operacyjnej. Z kolei przedstawiciele tej instytucji twierdzą, że zawinił przewoźnik.