Dobre notowania na rynkach zagranicznych, spowodowane w dużej mierze wzrostem cen surowców takich jak miedź, srebro, czy chociażby złoto, pomogły naszym instytucjom finansowym w zamknięciu kwartału z "twarzą". Po raz kolejny okazało się, że nie trzeba angażować wielkich pieniędzy, by wszystko wróciło do normy. Ba, WIG czy też MIDWIG ustanowiły historyczne szczyty, a główna lokomotywa wzrostów, niezwyciężony KGHM, nawet na chwilę pokonał 85 złotych. Opieranie wzrostu jedynie na kombinacie miedziowym, od czasu do czasu wspomaganym przez banki lub spółki paliwowe, pokazuje wielką słabość największych spółek, a przede wszystkim brak kapitału. Stąd też nie dziwi fakt większego zainteresowania spółkami mniejszymi. Szczególnie ulubione przez inwestorów są spółki planujące nowe emisje, najlepiej po złotówce. Prawdziwym rarytasem stała się w ostatnim czasie Lubawa, która planuje nową emisję akcji po 21 groszy (ponad 50 razy taniej niż ostatnia cena giełdowa).

Brak napływu "świeżej" gotówki to główna bolączka naszej giełdy i hamulec przed dalszymi wzrostami. Po ostatniej podwyżce stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych i sugestii, że to nie koniec, ciężko znaleźć choćby jeden powód dla którego zagraniczny kapitał miałby zainteresować się naszym krajem. Stąd wielka wyprzedaż naszych obligacji i powolne słabnięcie złotego. Z całą pewnością nie pomoże rynkowi wejście Samoobrony do koalicji z PiS. Niestabilny, nie mający większości w Sejmie rząd, nie jest gwarantem wprowadzenia skutecznych reform. Pytanie więc brzmi: dlaczego jest tak dobrze, skoro jest tak źle? Wydaje się, że zwalanie winy na tzw. window dressing byłoby zbyt proste. Problem jest bardziej skomplikowany. Ciągły napływ pieniędzy do funduszy, przy jednoczesnej ucieczce kapitału z rynku obligacji, powoduje alokacje środków na giełdzie. Nerwusów z zagranicy nie widać, więc "gramy" we własnym gronie. Ten pat będzie trwał do momentu trwałej zmiany sytuacji na rynkach światowych, a w szczególności do momentu wystąpienia pierwszej głębszej korekty na rynku surowców. Tak więc, czekamy na kolejny spadek.