Czy program studiów MBA w Wyższej Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej znacznie różni się od innych europejskich programów, jakie Pan zna?
Mówiąc szczerze, różnice są niewielkie. Uczymy z tych samych książek, pracujemy na tych samych studiach przypadków (case studies). Różnice działają raczej na korzyść Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej. Mimo że około połowy wykładowców to profesorowie przyjeżdżający tu z zagranicznych uniwersytetów, w większości uczą tu od początku. To pozwala na zachowanie pewnej ciągłości metody nauczania oraz sukcesywnego rozwoju treści i formy przekazywanej wiedzy. Tymczasem nawet w najlepszych szkołach biznesu w Europie Zachodniej (w tym również w London Business School, z której pochodzę) następuje znacznie częstsza wymiana kadr - ze szkodą dla studentów. Zresztą kontynuacja jest korzystna również dla wykładowców, bo pozwala uzupełniać swoją wiedzę i doskonalić sposób jej przekazu.
Uczy Pan w Polsce już kilkanaście lat. Co Pan sądzi o polskich studentach uczestniczących w programach MBA?
Polscy studenci również stali się znacznie lepszymi słuchaczami kursów MBA w ciągu kilkunastu lat. Są bardziej aktywni, często aktywniejsi niż ludzie, których uczę w Anglii. Zadają więcej pytań, są bardziej dociekliwi i krytyczni wobec podawanej wiedzy. Dziesięć lat temu polscy studenci przyjmowali wszystko na wiarę. W Warszawie mam też lepsze warunki do nauczania i lepszy kontakt ze studentami. Tu grupy są zazwyczaj znacznie mniejsze.
Czy poleciłby Pan polskie kursy MBA studentom z zagranicy?