Wybory odbędą się w najbliższą niedzielę i poniedziałek. Od 1 do 28 marca Berlusconi przebywał na ekranach łącznie 10 godzin i 34 minuty, a Prodi 5 godzin i 33 minuty - poinformował wczoraj dział monitoringu mediów mediolańskiej agencji PR Klaus Davi & Co. Aż osiem razy więcej czasu niż Prodi, Berlusconi miał od 11 lutego do 26 marca na antenie Rete 4, jednego z trzech kanałów należących do premiera miliardera - wynika z opracowania opublikowanego przez inną firmę analiz rynkowych Centro d?Ascolto dell?Informazione Radiotelevisiva.
Właśnie 11 lutego, a więc w dniu rozwiązania parlamentu, we Włoszech zaczęły obowiązywać przepisy zapewniające wszystkim partiom politycznym taki sam czas telewizyjny w trakcie kampanii wyborczej. W okresie badanym przez Centro d?Ascolto drugi kanał tv należący do Berlusconiego pokazywał go dwa razy częściej niż Prodiego, a trzeci - ponad trzy razy częściej.
Ta przewaga na wizji nie przełożyła się jednak na życzliwość elektoratu. W ostatnim sondażu opinii publicznej koalicja Prodiego miała 5 pkt przewagi nad partią premiera. Państwowa telewizja RAI dała obu kandydatom bardziej wyrównane szanse, ale też faworyzowała Berlusconiego. Premier przegrał zresztą pierwszą debatę przedwyborczą w RAI. Wtedy zmienił taktykę i przystąpił do ataku. Zarzuca Prodiemu, że jego sojusz z komunistami zagraża demokracji i ostrzega, że rząd Prodiego podniesie podatki.
Nadmierna częstotliwość ukazywania się premiera w telewizji nie tylko jest niezgodna z przepisami, ale wydaje się też nużyć wyborców. Zwłaszcza że wizerunek Berlusconiego jest niemal wszechobecny na ulicach. Jego partia Forza Italia wystawiła we Włoszech ponad 7 tysięcy billboardów i rozwiesiła miliony plakatów.
I tego nie wytrzymali grafficiarze. Na billboardach z hasłem "W każdym mieście policja jest blisko" dopisywali: "Czyżby? A Ciebie jeszcze nie złapali!".