"Czekam na piątkowe dane z rynku pracy. Myślę, że będą to dobre dane" - powiedział wczoraj przed jedną z komisji amerykańskiego Kongresu sekretarz ds. handlu John Snow. Te kilka słów inwestorom z Wall Street wystarczyło. Indeksy zawróciły i w pół godziny zwyżki przerodziły się w spadki.
Dobre dane z rynku pracy będą wskazywać na podtrzymanie koniunktury w gospodarce i mogą zachęcić Fed do przedłużenia cyklu podwyżek stóp procentowych. Ostatnio spekulowało się przede wszystkim o terminie zakończenia podwyżek. Wyższe oprocentowanie w bankach może zniechęcić część inwestorów do trzymania akcji.
Negatywnie na atmosferę na rynku działał też wczoraj wzrost cen ropy naftowej. Baryłka w Nowym Jorku zdrożała do 66,5 USD.
Na początku sesji na Wall Street szczególnie chętnie kupowano papiery spółek z sektora komputerowego. Sygnał ku temu dał koncern Apple, informując, że wprowadza oprogramowanie, dzięki któremu na produkowanych przez niego macintoshach z procesorami Intela da się uruchomić microsoftowski system Windows XP. W ten sposób firma wchodzi w konkurencję m.in. z Dellem, największym wytwórcą pecetów na świecie. Akcje Apple drożały wczoraj o przeszło 7 proc.
W Europie notowania akcji wzrosły. Jednymi z liderów zwyżek były koncerny surowcowe, po tym jak analitycy Credit Suisse napisali, że w ich wycenach nie w pełni są jeszcze uwzględnione wyższe ceny metali. Papiery Rio Tinto skoczyły o prawie 3 proc., a o prawie 4 proc. zdrożały akcje również notowanej w Londynie firmy Antonfagasta, która ma kopalnie miedzi w Chile. Na zwyżkę indeksów wpłynął też wzrost akcji komórkowego Vodafone, znajdującego się coraz bliżej sprzedaży aktywów w Stanach.