W minionym tygodniu cena miedzi odnotowała największy wzrost od ponad sześciu lat. W piątek przed południem cena tego metalu sięgnęła 5830 USD za tonę. Było to o 440 USD (7,8 proc.) więcej niż przed tygodniem.

Z upływem dnia cena miedzi spadała i w rezultacie kontrakty terminowe z dostawą za trzy miesiące staniały w piątek, i to znacząco, bo o 95 USD (1,7 proc.). Po południu w Londynie płacono 5680 USD za tonę. Na koniec minionego tygodnia kontrakty te kosztowały w Londynie 5390 USD.

Przyczyną wcześniejszego wzrostu ceny były informacje o wstrzymaniu wydobycia i topniejących zapasach, co zwiększało ryzyko zakłócenia dostaw.

Należąca do Grupo Mexico kopalnia La Caridad, druga pod względem wielkości wydobycia kopalnia miedzi w Meksyku, stanęła na dwa tygodnie z powodu strajku. Kanadyjska firma Ivanhoe Mines poinformowała, że Monywa, jej firma joint venture w Myanmar, dawnej Burmie, została w marcu na pewien czas zamknięta i że jej produkcja w tym roku będzie o ponad połowę mniejsza niż dotychczas.

Od dłuższego czasu na rynku miedzi i innych metali utrzymuje się tendencja wzrostowa w wyniku trwającej od kilku lat przewagi popytu nad podażą. W takiej sytuacji każda informacja o faktycznym lub spodziewanym spadku produkcji musi przyspieszać wzrost cen. Zwłaszcza że analitycy z Credit Suisse w najnowszej prognozie opublikowanej 5 kwietnia zapowiadają, że i w tym roku popyt na miedź będzie o 100 tys. ton większy od podaży.